-Zaraz,z skądś je znam.-Wydawało mi się,że to ten samochód,którym miałam wypadek a skoro to ten samochód to oznacza tylko jedno.
-Ney mar!!!.-Nie spokojnie to nie może być prawda.Przecież takich samochodów jest mnóstwo.Mam tylko jakieś durne wymysły.Zaraz ten samochód sobie pojedzie i wszystko będzie W KOŃCU dobrze.Czemu akurat to zawsze mi dane jest cierpieć przez miłość.Nigdy tego nie zrozumiem,zaraz a może właśnie ja nie mogę tego zrozumieć.Patrzyłam w okno,nagle z czarnego Lamborghini wysiadł on .Zsunęłam się przy ścianie w dół i schowałam głowę w kolana,z oczu zaczęły spadać pojedyncze łzy a w głowie powracać wspomnienia tamtych dni.Nie wiem czy z radości czy z bólu i cierpienia,który on mi zadał czułam nienawiść do samej siebie..
-Po prostu nie wierze!
Jednak nie był sam towarzyszył mu Messi.
Akurat na widok Messiego się ucieszyłam bo on był moim przyjacielem już od lat małego bobasa i to właśnie on był moim nauczycielem piłki nożnej.To on nauczył mnie tych wszystkich sztuczek podań zagrań i najważniejsze poznał z Neyem.
Widziałam jak Neymar kieruje się w stronę moich drzwi.I w końcu usłyszałam piekielny dzwonek.
Nie chciało mi się wstawać do drzwi,bo dobrze wiedziałam kto za nimi stoi.Lecz dzwonek nie przestawał wydobywać dźwięku.Stałam przed drzwiami.
-No dalej mała dasz radę mu spojrzeć w oczy jesteś silna.-W mawiałam sobie w myśli lecz,to nie było takie proste ja po prostu się tego momentu bałam,może to głupie ale prawdziwe.
1...2...3...-Policzyłam iii...
-Hey .-Powiedział i jakby nigdy nic mnie przytulił.
-Ej, nie pozwalaj sobie!
-Kochanie.
-Jakie kochanie zjawiasz się nagle i KOCHANIE.
-No ale... ja ci wszystko wytłumacze.
-Nie rób ze mnie głupiej Ney wszystko wiem...-Spojrzałam w jego oczy pełne zdziwienia. Nastała cisza. w końcu zebrałam się na odwagę i wydobyłam z siebie cichy głos.
-Jak ma na imię twój synek.-Powiedziałam i spuściłam Głowę w dół.
-Skąd wiesz.
-Nie bo ja nie wiem co to telewizja!!!
-Kochanie to nie tak, ja nie miałem odwagi ci tego wyznać...,chciałem ale zawsze brak było mi słów.-Jego oczy mokre od łez i moje zapłakane spojrzały na siebie i zatrzymały się na jednym punkcie, w punkcie rozpaczy.
-Jesteś żałosny,wiesz co ja czułam,dzwoniłam lecz nie odbierałeś.Bałam się czy nic ci nie jest.Myślałam,że za mną tęsknisz,że kochasz choć trochę lecz..GŁUPIA myliłam się .
-Weronika...
-Nie chcę cię znać.-Mówiłam to cicho i przez gorzkie łzy.-Posłuchaj mnie,wiem jesteś zła powinnienam ci to powiedzieć lecz uwież , sam dowiedziałem się tego w dniu kiedy był wypadek.Dostałem telefon z szpitala,że jestem ojcem choć nic o tym nie wiedziałem bo matka tego dziecka nic mi na ten temat nie powiedziała.Całą drogę do Brazyli myślałem o tobie chciałem zadzwonić lecz telefon mi ukradli.A twojego numeru nie znałem na pamięć.Każdego dnia o tobie myślałem.To dziecko było dla mnie szokiem.
-A co z matką tego dziecka?.-Zapytałam.
-Pożuciła go i nawet jej nie widziałem bo od razu jak przyjechałem do szpitala to na ręce dali mi to małe maleństwo i wiesz co sobie w tedy pomyślałem,że ty dasz mi takie samo szczęście.
-Kocham cię skarbie , chce z tobą mieć dzieci stworzyć rodzinę i kochać się tylko z tobą.Uwież nigdy o tobie nie zapomniałem !?.
-Neymar ja...ja potrzebuje czasu.
-Dobrze jak uważasz.-Miałam ochotę żółcić mu się na szyję ale,czułam jakby przed mną stała jakaś bariera,bariera uczuć, które przeszkadzały mi w miłości do niego.
-Chcesz poznać małego?.
-Mogę spróbować.
-To chodź,jest w samochodzie.-Neymar wskazał na samochód i spojrzał na mnie uśmiechając się złapał mnie za rękę i razem udaliśmy się w kierunku auta.
gdzie było słychać śmiech dziecka i dziwne głosy.
-Gdzie jest bobas!!!.
Neymar otworzył drzwi od samochodu, a tam Messi bawiący się z dzieckiem.
Spojrzeliśmy na siebie i wybuchliśmy śmiechem.
-No kogo my tu mamy Weronika!!.-Messi krzykną po czym wyszedł z samochodu i mocno mnie uściskał.
-Oj urosłeś Leosiu!
-Ej Weronisiu, wypiękniałaś.
-Nie to ta nowa bluzka dodaje mi uroku.
-Nowa?-Nie wyprana w per wolu.-Rzekł Neymar.
-A wiec poznaj małego Davida.Neymar wskazał na dziecko
Spojrzałam na chłopczyka.
-Podobny do tatusia.
-No jasne.
-Ciekawe czy charakter też po mnie odziedziczył.
Uśmiechnęłam się do dziecka, na ten gest dziecko oddało mi uśmiech.
-Widzisz już cię lubi.-Powiedział Messi.
-Dobra będziemy tak stać, chodzicie się rozpakować przecież długą drogę jechaliście do Dortmundu.
-Dla ciebie wszystko!-Powiedział Neymar.
Neymar i Leo zajęli się się torbami i walizkami a ja wzięłam dziecko do domu.
-Ej pasuje ci to dziecko.-Palna jak zawsze Leo.
-Dobra dobra.
Weszliśmy do domu
-To opowiadajcie co tam u was.
-A nic nowego same nudy bez ciebie.
-No ale..muszę ci powiedzieć ,że mam w końcu dziewczynę.-Powiedział po jarany Leoś.
-W końcu!-Powiedziałam z uśmiechem.
Nagle do domu weszła Dominika, z słowami.
-Wiesz co Weronika jesteś nieodpowiedzialna i w ogóle szkoda mi słów do Mario i do ciebie.W ogóle to...-I nagle weszła do pomieszczenia w którym wszyscy się znajdowali.
-w OGÓLE...-Czekałam na dokończenia.
-Nie ważne, co ty tu, wy tu...
-A więc my przyjechaliśmy wszystko wyjaśnić.-Od powiedział Messi.
-Rozumiem...znaczy nie rozumiem!!!.
-No jak to nie rozumiesz przecież nie wydajesz się być ciemna.-Od powiedział Leo.
-Weronika do jasnej cholery możesz mi to wytłumaczyć,nie było mnie w domu 2 godziny!
-No spokojnie...-Zaczęłam wszystko opowiadać Dominice.
-Cieszę się,że w końcu wszystko jest dobrze.-Powiedział Dominika i mocno się do mnie przytuliła.
Tulimy!-Powiedział Neymar i wszyscy mocno się uściskaliśmy.
-Ej głodny jestem.-Wydał z siebie głos Leo.
-No to mam pomysł, ty.-Wskazałam na Neymara.
-Pójdziesz na górę uśpić małego, a ty-Wskazałam na Dominikę pójdziesz z Leo do kuchni zrobić jedzenie.
-A ty leniu!-Szybko wtrąciła się Dominika.
-Ja... ja...
-Ona pójdzie ze mną uśpić małego.-Powiedział Neymar.
-No oo niech ci będzie,a le twój plan się chyba nie powiedzie.-Wtrącił Leo.
-Czemu?-Powiedziałam zdziwiwiona.
-No bo my z Neyem mamy trening,niestety.
-Cholera zapomniałem przecież my dzisiaj trenujemy z Borussia Dortmund na Idunie a jutro mecz.-Neymar złapał się za głowę.
-Ile macie czasu?-Zapytałam.
-Jest 17:30 a trening jest za 30 min.-Leo wyliczył.
-Ok my z Dominika bierzemy dziecko na trybuny a wy jedzcie na trening.
-Ale ja jestem głodny!-Krzykną Leo.
-Nie marudź, będziesz gruby-Powiedziałam.
-No dobra to my lecimy.-Neymar dał mi całusa w puliczek.
Spojrzałam na Dominikę następnie na dziecko i szeroko się uśmiechnęłam.
-Szczęściara!-Dominika dziugneła mnie w brzuch.
Wzięłam dziecko na ręce i razem z Dominiką udaliśmy się do naszego auta.
Po 30 min. byliśmy na miejscu.
Usiadłyśmy na trybunach i patrzyliśmy na treningi obu drużyn.
-Ej a co z Mario!-Krzyknęła Dominika.
-Dominika!
-No co.
I nagle obok mnie usiadł on Mario Gotze mówiąc.
-Myślałem ,że jesteś inna Weronika.
-Ej ale...
-Przestań, nic nie mówiłaś ,że masz dziecko.
-To nie jest moje dziecko Mario, to dziecko Neymara.-Nagle dziecko zaczęło głośno płakać.
-I widzisz co zrobiłeś!.
-Przepraszam nie wiedziałem, nie chciałem.
-Milcz.-Spojrzałam na niego.
-Dobra ja mam taki fajny pomysł daj mi dziecko wy idźcie sobie pogadać ok?-Powiedział Dominika.
-Dobra chodŹ.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
MINIMUM 4 KOM. I LECI NEXT :))))))))))))))))))
nawet KRÓCIUTKI KOM MNIE MOTYWUJE OCZYWIŚCIE WOLĘ DŁUŻSZE WYPOWIEDZI
Zajebisty widzę szybko następny <3;*
OdpowiedzUsuńŚwietne!!!! Dziś szukałam tego bloga dobre pół dnia... Gratulacje!!!! Czekamy na następny rozdział ze zniecierpliwieniem!!!
OdpowiedzUsuńwspaniałe ! czekam na więcej
OdpowiedzUsuńZazazarąbiste dzięki za dodanie Leo! ♥ :]
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta... :>