piątek, 28 listopada 2014
Nowy blog misie
A więc powracam !!! Wszystkich moich KOCHANYCH czytelników którzy ten wpis czytają proszę o komentarz bardzo jest to dla mnie ważne, sprawdzę wtedy ile osób będzie mnie czytać.A więc czemu użyłam słowa będzie hymmm... wasza Weronika na samym poczatku chciała was przeprosić za to , że tak długa nic nie pisała wiecie SZKOŁA . Od dzisiaj POSTARAMA SIĘ TO ZMIENIĆ I MAM POMYSŁ NA NOWEGO BLOGA !!!!! CZEKAM NA KOMY :) dO ZOBACZENIA
wtorek, 30 września 2014
Miłość powraca jak bumerang.
Wyszliśmy z domu o jakiejś 19:00.Na dworze było ciemno i ciepło.Udaliśmy się na piechtę w stronę miasta.Dortmund o tych porach jest szczególnie uroczy.
-Ała!!! komar.-Krzykną Thomas Muller.
-Rzeby cię nie zjadł przypadkiem.-Odpowiedział Basti wyciągając z kieszeni swojego samsunga S5.
-Uuuu Basi jaki fon pokaż ?.-Manuel wyrwał Niemcowi z ręki telefon.
-Ej a tak w ogóle to gdzie idziemy.-Zapytała Dominika.
-No do tego klubu co zawsze.-Od powiedziałam.
-Ej patrzcie.-Nagle swoje odgłosy wydał Manuel.
-Basti a co to za dupa ?-Zapytał pokazując wszystkim zdj. z telefonu Bastiana.
-A taka jedna.-Od powiedział .
-Tak jedna z wielu jego lasek .-Dodał Thomas.
Wszyscy wybuchli śmiechem.
-Ej ty może lepiej oddaj ten telefon gagatku.
-Nie no czekaj może coś jeszcze znajdę.
-Jeszcze tan jakieś pornosy może są.-Znów dodaj Thomas.
-Pamiętacie jak kiedyś nasz Bastianek się zakochał.-Powiedziała Dominika biorąc za rękę Niemca.
Każdy wybuch śmiechem bo wiadomo było jak to się skończyło.
-On do niej podszedł i takie kocham cię a ona go w błoto.
-Takie to było romantyczne od razu było wiadomo że ta miłość przetrwa wszystko.-Wtrącił Thomas.
-Nawet błoto.-Dodał Manuel.
Wspominaliśmy tak dawne czasy, aż w końcu doszliśmy do naszego ulubionego klubu.Weszliśmy nie spostrzeżenie i zajęliśmy miejsca przy barze.
-O ta muzyka w głowie mi w ciąż bzyka.-Zaczął śpiewać Thomas.
-A więc dla tych pań poproszę drinka a dla tych panów 3 duże piwa.-Złożył zamówienie Basti.
-Jakie drinki sobie panie życzą?-Zapytał barman puszczają do nas oczko.
-Sexy on the bitch.-Odpowiedziała Dominika po czym wszyscy w okół stojący się na nią spojrzeli.
-Na miejscu .-Od powiedział jej ze śmiechem kelner.
-Yes.-Od powiedział Dominika po czym podszedł do niej Thomas mówiąć.
-Proszę pani czy była by pani uprzejma zatańczyć ze mną tylko we dwoje.
-A ty co już się upiłeś?
-No jemu to dużo nie trzeba.-Wtrącił z uśmiechem Manuel.
-Po mistrzostwach tak się uchlał że do domu na czworaka wrócił.-Powiedział Basti popijając piwo.
Minęło jakieś 5 minut a chłopacy w raz z Dominika rozbawili się już na dobre.Manuel tańczył na różę Thomas z Dominika podbijali parkiet swoimi nowymi krokami a Basti zarywał do wszystkich lasek i stawiał im drinki.a Ja siedziałam przy barze i jakoś nie miała ochoty na wygłupy.Patrzyłam tak w tłum bawiących się ludzi , dręczyła mnie jedna myśl , myśl o Mario.Nagle ktoś złapał mnie za ramię.
Odkręciłam się z nadzieją ,że to Thomas , lecz się myliłąm.
-Thomas odwala ci...
-Hej, sorry ale mam na imię Mario.
-A ... wiem z kąt ty tu...-Zrobiło mi się głupi gdy go zobaczyłam, nie wiedziałam co mam powiedzieć.Stał przed mną i patrzył na mnie tymi swoimi brązowymi dużymi oczami.
-A ty co tu robisz.-Powiedział zajmując miejsce obok mnie.
-Przyszłam z przyjaciół mi.-Wskazałam na Thomasa, Bastiana , Dominikę i Manuela.
-A ja przyszłem zatopić swoje smutki, wiesz czemu.-Mario spojrzał w moje oczy.
-Mario..
-Miśka ja cie kocham zrozum!
-Ale...
-Proszę cię przecież wiesz ,że ten telefon był od mojej mamy , nie chciałem cie zamartwiać.Nie mogę bez ciebie zyć i tak już długo wytrzymałem.
-Tak 5 godzin wytrzymałeś.-Powiedziałam popijając napój.
-O 5 za długo.
-Chodźmy z tą.-Powiedział Mario łapiąc mnie za rękę.
-A oni?
-Patrząc na ich stan to chyba, zapomnieli nawet ,że to jesteś.
-Też byś zapomniał jak byś tyle wypił co oni.
-Uwież o tobie nigdy bym nie zapomniał.
-Ej to się robi coraz bardziej romantyczne.
-A będzie jeszcze bardziej chodź.
Spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam.Wyszliśmy z klubu i wsiedliśmy do jego sportowego auta.
-Wiesz co czytałam ostatnio gazetę o sobie.
-Tak?
-No tak ,,Czyżby to był już koniec związku Mario Gotzego i pięknej Veroniki'' pod spodem było nasze zdj.
-Sama sobie odpowiedz na to pytanie.-Powiedział Gotze.
-Przemyśle to jeszcze, a teraz gadaj gdzie mnie wieziesz?
-A, już jesteśmy.-Stanęliśmy przed wielką willą .
Wysiadłam z samochodu i byłam pod ogromnym wrażeniem.
-A to właśnie mój dom.-Powiedział Mario łapiąc mnie za biodra.
-Chcesz mnie przekupić mieszkanie?-Zapytałam.
-Chodź.-Pociągnął mnie za rękę.
Weszliśmy do środka, następnie na taras, gdzie był wielki basen.
-Czy ty myślisz o tym samym co ja?-Zapytał Mario.
-Nie.-Powiedziałam z podejrzeniami.
Mario na mnie spojrzał następnie wziął na ręce.
-Nie!! puszczaj.-Zaczęłam piszczeć lecz to na nic.
-1..2..3...AAAAAA!!!!!!!!
-Zatonęliśmy w wodnych pocałunkach.
-Debilu!-Powiedziałam z śmiechem.
Mario cały czas trzymał mnie za pośladki.
-Możesz mnie puścić nie utonę.
-Wolę nie ryzykować, nie chcę cię znów stracić.-Powiedział i namiętnie pocałował.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
KOMENTUJCIE LUIDZISKA I MOTYWUJCIE ABYM DUPE RUSZYŁĄ ;) <3
piątek, 12 września 2014
Tak czy jednak nie ?
Po raz kolejny ktoś łamie mi serce,po raz kolejny przez kogoś wylewam moje łzy i po raz kolejny cierpię choć nie powinnam.Jestem beznadzieja i łatwowierna jednym słowem głupia.Znów dałam się wykorzystać.Uwieżyłam jak małe dziecko , że miłość istnieje.Myliłam się miłość nie istnieje, kto w ogóle to wymyślił MIŁOŚĆ.Siedziałam tak w kawiarni z Reusem.On cały czas patrzył nieruchomo w jeden punkt,a ja bawiłam się bez interesownie sznurkiem od mojej bluzki.W końcu odezwał się Marco.
-Miśka?
-Tak.
-Prawda,że ty już z nim nie będziesz ?
-Prawda.
-A prawda że szukasz miłości ?
-Miłość nie istnieje Marco.
-Jak to.
-No miłość nie istnieje właśnie teraz w to uwierzyłam.
-A wierzysz w marzenia ?-Zapytał powtórnie Marco.
-W marzenia tak.Marco...masz jakieś marzenie ?.-Powiedziałam opierając głowę o jego ramię.
-Mam jedno marzenie ,którego pewnie nigdy nie spełnię.
-Ej na pewno spełnisz.Musisz dążyć do celu.
-A cel mam tak blisko.-Marco lekko się uśmiechną.
Spojrzałam na niego.
-Marco,miałeś jakąś dziewczynę ?-Zapytałam ni z tąd ni z ową.Czasem miewam takie bezndziejne pytania.
-Tak, ale te dziewczyny były puste, dla nich kasa to było wszystko.
-No to znów mamy wspólną wadę.Jakoś ja też nie umiem sobie znaleźć tego JEDYNEGO.-Patrzyłam na ludzi którzy obok nas przechodzili i nagle w oko wpadła mi pewna dziewczyna,która wyglądała jak by kogoś szukała i nie mogłą go znaleźć.Po chwili od tyłu podszedł do niej chłopak i namiętnie ją pocałował.I właśnie w tedy coś we mnie pękło.Czemu ja nie mogę być szczęśliwa.
-Marco musisz mi w czymś pomóc.
-Tak?-Marco raptownie na mnie spojrzał.
-Pomóż mi rozprawić się z Mario .
-Ok teraz ?.
-Tak teraz.-Powiedziałam przekręcając oczami.
-Co chcesz zrobić ?
-Hmmm a więc tak.Będę stała przed stadionem po waszym treningu .Gdy będziecie już wychodzić ty do mnie podejdziesz i pocałujesz, wiesz tylko całus taki.On pomyśli że go zdradzam.I ciekawe jak się będzie w tedy czół.
-No spoko ale nie wiem czy to będzie wystarcza dobre.
-Zaufaj mi .
-Musze już iść na trening.-Powiedział całując mnie w czoło.
-To widzimy się za godzinę.
-Pa.-Pożegnaliśmy się równocześnie.
W mojej duszy budziła się powoli chęć zemsty.Byłam strasznie zła w prawdzie nie wiem na kogo czy na siebie czy na Mario.Miałam różne myśli.A to zemsta a to zdrada i ten telefon z samego rana i ten zakład.Jak by nie mieli nic lepszego do roboty tylko głupi zakład.Ja naiwna, on wydawał się taki miły.
Cała godzinę kręciłam się po mieście.Patrzyłam na te wszystkie zakochane pary i coraz bardziej pragnęłam zemsty.Spojrzałam na mój zegarek.Była 18:45 za 15 minut chłopaki kończą trening a więc zamówiłam taxi i pojechałam pod stadion. W końcu nadeszła chwila zemsty.Stanęłam przed stadionem.Było strasznie zimno padał deszcz.Wszyscy wychodzili po treningu wyłącznie z Mario.I w tedy od tyłu zaszedł mnie Marco.Złapał za biodra i odkręcił w swoja stronę.Lecz to nie był taki zwykły pocałunek jaki sobie wyobrażałam.Marco złapał mnie za Głowę i całował namiętnie.Nie mogliśmy przestać.
-Pamiętasz jak w tedy mówiłem o moim marzeniu.-Powiedział Marco odrywając się od mnie.
-Tak o tym ,że nigdy go nie zrealizujesz.
-Właśnie teraz je spełniłem.Miałam go na wyciagniencie ręki i nigdy nie pomyślałam o tym że on na prawdę mnie kocha.
-Marco ja..-Znów zatopił we mnie swoje usta.W sercu czułam że powinnam przestać ale w rzeczywistości nie mogłam się od niego oderwać.To było silniejsze od mnie, nie wiedziałam co czuje.
-A to co ma być!!-Podszedł do nas zły Mario Gotze.
-Możesz sobie iść,myślisz ,że o niczym nie wiedziałam.-Oderwałam się od Marco i zaczęłam grać moją role.
-Co,o czym ty mówisz?
-O zakładzie.!
-Jakim zakładzie?!
-Wiesz co, jak mogłeś mnie tak wykorzystać.Myślisz że jestem zabawką,uświadomię cię jestem człowiekiem i mam takie same uczucia jak ty.-Mówiłam mu to prosto w twarz i nie bałam się moich słów.Czułam się coraz silniejsza.
-Zabije cię Reus!!!.-Mario powiedział.
-No to dawaj na solo.-Powiedział Marco.
-Myślisz że nie wiem ,że ty się w niej kochasz od dzieciństwa.Po co wymyśliłeś ten cały zakład.Nie mogłeś zrozumieć,że ona wybrała mnie a nie ciebie.-Mario zaczął pluć w twarz Reusowi.
-Ja nic nie wymyśliłem,mówię prawdę.-Spojrzała na Marco następnie na Mario i znów na Marco.Miałam jeszcze jednego asa w rękawie co do Mario.
-Tak a ciekawe jak wytłumaczysz ten telefon dzisiaj i czemu skłamałeś że masz dzisiaj trening o 11 jak miałeś o 18 ?
-To bardzo delikatna sprawa,moja mama jest chora na raka i dzisiaj rano musiałem szybko pojechać do szpitala bo poczuła się gorzej.Nie chciałem cię zamartwiać moimi problemami.-I znów moja porażka.Sama nie wiedziałam co ja w ogóle robię.
-Mario,mogłeś mi powiedzieć ja zaczynałam podejrzewać,że... mnie zdradzasz.
-Jak mogłaś tak pomyśleć kocham cię.-No i weź tu kobieto wiedz co robić.
-Marco po co to wszystko wymyśliłeś!-Odwróciłam wzrok na Marco.
-Bo ja...ja cię kocham!-Powiedział jąkając się przy tym i uciekł.-Czy wszyscy muszą zachowywać się jak dzieci.
-Ja nie wiem co mam o tym wszystkim sądzić Mario.
-Kochanie.
-Musze iść,Dominika na mnie czeka, Pa.-Odeszłam bo...bo stchórzyłam.Było mi strasznie wstyd, podejrzewałam Mario o zdradę a tak na prawdę to on w ogóle mnie nie zdradził.Byłam coraz dalej stadionu.Było strasznie zimno,chociaż było Lato.
-Cholera jasna.-Z nieba zaczął padać coraz to większy deszcz.
Za mną usłyszałam pisk opon samochodu.
-Ej może cię pod wieść ?-Zapytał Erik Durm uchylając szybę.
-Mógłbyś?
-Jasne wsiadaj.
-Dzięki,strasznie się rozpadało,a ja zapomniałam parasola.-Powiedziałam wsiadając do auta.
-Spoko żaden problem.-Powiedział Niemiec po czym się uśmiechną.
-Co tam u was, znaczy wiesz u ciebie i u Mario.
-No widzę że wieści szybko się rozchodzą.
-Dziewczyno Mario cały czas ćwierka o tobie.
Lekko się uśmiechnęłam.
-Od kiedy pojawiłaś się w jego życiu to stał się innym człowiekiem.
-Chcesz mi powiedzieć,że zmieniłam go na gorszę.
-Wręcz przeciwnie na lepsze.
-No to się ciesze.
Gadaliśmy tak z Erikiem aż do zatrzymania się pod moim domem.
-No dzięki za powózkę.
-Spoko Pa.
Powiedział i znikł w białej mgle.
Weszłam do domu zdjęłam buty i położyłam torebkę na małym stoliczku.Od razu na przywitanie Dominika i jej pytania.
-Do cholery jasnej,gdzie ty się szwędałaś!
-No tam i tam i tu.
-A telefonu to nie umiałaś odebrać.
-Brak baterii!
-Dobra teraz nie będę się z tobą kłócić.Mamy gościa,zachowuj się.
-No ja akurat umiem się zachować nie to co ty.
Weszłam do salonu a tam niespodzianka.Thomas Muller Bastian Schweinsteiger i Manuel Neuer.
-O hej.-Powiedziałam nieśmiało.
-Siemka.-Od powiedzieli równo z usmiechem.
-A wy co tu robicie?
-A przejazdem byliśmy w Dortmundzie to was odwiedziliśmy.-Powiedział Thomas.
-Kupę lat.-Powiedziałam siadając obok piłkarzy.
-No a ty stajesz się coraz to piękniejsza.-Powiedział Basti.
-No nie przesadzaj, za to ty strasznie się zmieniłeś!
-Przestać ja, ciągle ten sam przystojny Bastuś !
-Za to nasz Thomas!!! to jest duppera!!-Krzyknął Manuel.
-No a jak a jaki wygadany.-Wtrąciła się Dominika
-Wiecie ostatnio byliśmy w sklepie i Manuel musiał kupić mopa no nie...
-Po co mu mop?-Przerwałam Thomasowi w zdaniu.
-Bo mu się sprządac zachciało.
-No przepraszam bardzo kto wszedł do mojego mieszkania w brudnych butach a następnie połamał mop bo zachciało mu się grać na gitarze.-Powiedział Neuer.
-No nie wiem.-Odkręcił głowę w tył Basti.
-Ha ha.-Wybuchnęłam śmiechem.
-No człowieku on był uchlany w trzy dupy, wyglądał gorzej niż teraz.-Powiedział Thomas.
-E uważaj na słowa grubasie.-Trzasnął go po głowie Bastian.
-No a wiecie,że nasza Dominiczka ostatnio zapoznała takiego fajnego chłopaka.Ćwierkała o nim cały czas,jaki to on piękny wysportowany.
-Sorry nie ma takiego drugiego ideału jak ja.-Wtrącił się Muller.
-Alez oczywiście Thomasie że nie ma takiego głupiego matoła na świecie jak ty.-Powiedział Basti.
-Zaraz dostaniesz w czape po raz drugi.
-Ej mam pomysł , chodźmy na miasto.-Podskoczyła do góry Dominika.
-No dopry pomysł dawno nic nie piłem, oczywiście mam na myśli soczek pomarańczowy.-Powiedział Basti przekręcając oczami.
-Taa jasne.-Powiedzieliśmy wszyscy równo.
-No jak Basti więcej wypije to tak pięknie śpiewa!-Wtrącił Manuel.
-Dobra tylko ja pójdę się przebrać i idziemy OK.?-Powiedziałam i poszłam na górę.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
KOMENTUJCIEEEE I LECI NEXT JAK WAM SIĘ PODOBA TEN BLOG !!!!!!!!!
-Miśka?
-Tak.
-Prawda,że ty już z nim nie będziesz ?
-Prawda.
-A prawda że szukasz miłości ?
-Miłość nie istnieje Marco.
-Jak to.
-No miłość nie istnieje właśnie teraz w to uwierzyłam.
-A wierzysz w marzenia ?-Zapytał powtórnie Marco.
-W marzenia tak.Marco...masz jakieś marzenie ?.-Powiedziałam opierając głowę o jego ramię.
-Mam jedno marzenie ,którego pewnie nigdy nie spełnię.
-Ej na pewno spełnisz.Musisz dążyć do celu.
-A cel mam tak blisko.-Marco lekko się uśmiechną.
Spojrzałam na niego.
-Marco,miałeś jakąś dziewczynę ?-Zapytałam ni z tąd ni z ową.Czasem miewam takie bezndziejne pytania.
-Tak, ale te dziewczyny były puste, dla nich kasa to było wszystko.
-No to znów mamy wspólną wadę.Jakoś ja też nie umiem sobie znaleźć tego JEDYNEGO.-Patrzyłam na ludzi którzy obok nas przechodzili i nagle w oko wpadła mi pewna dziewczyna,która wyglądała jak by kogoś szukała i nie mogłą go znaleźć.Po chwili od tyłu podszedł do niej chłopak i namiętnie ją pocałował.I właśnie w tedy coś we mnie pękło.Czemu ja nie mogę być szczęśliwa.
-Marco musisz mi w czymś pomóc.
-Tak?-Marco raptownie na mnie spojrzał.
-Pomóż mi rozprawić się z Mario .
-Ok teraz ?.
-Tak teraz.-Powiedziałam przekręcając oczami.
-Co chcesz zrobić ?
-Hmmm a więc tak.Będę stała przed stadionem po waszym treningu .Gdy będziecie już wychodzić ty do mnie podejdziesz i pocałujesz, wiesz tylko całus taki.On pomyśli że go zdradzam.I ciekawe jak się będzie w tedy czół.
-No spoko ale nie wiem czy to będzie wystarcza dobre.
-Zaufaj mi .
-Musze już iść na trening.-Powiedział całując mnie w czoło.
-To widzimy się za godzinę.
-Pa.-Pożegnaliśmy się równocześnie.
W mojej duszy budziła się powoli chęć zemsty.Byłam strasznie zła w prawdzie nie wiem na kogo czy na siebie czy na Mario.Miałam różne myśli.A to zemsta a to zdrada i ten telefon z samego rana i ten zakład.Jak by nie mieli nic lepszego do roboty tylko głupi zakład.Ja naiwna, on wydawał się taki miły.
Cała godzinę kręciłam się po mieście.Patrzyłam na te wszystkie zakochane pary i coraz bardziej pragnęłam zemsty.Spojrzałam na mój zegarek.Była 18:45 za 15 minut chłopaki kończą trening a więc zamówiłam taxi i pojechałam pod stadion. W końcu nadeszła chwila zemsty.Stanęłam przed stadionem.Było strasznie zimno padał deszcz.Wszyscy wychodzili po treningu wyłącznie z Mario.I w tedy od tyłu zaszedł mnie Marco.Złapał za biodra i odkręcił w swoja stronę.Lecz to nie był taki zwykły pocałunek jaki sobie wyobrażałam.Marco złapał mnie za Głowę i całował namiętnie.Nie mogliśmy przestać.
-Pamiętasz jak w tedy mówiłem o moim marzeniu.-Powiedział Marco odrywając się od mnie.
-Tak o tym ,że nigdy go nie zrealizujesz.
-Właśnie teraz je spełniłem.Miałam go na wyciagniencie ręki i nigdy nie pomyślałam o tym że on na prawdę mnie kocha.
-Marco ja..-Znów zatopił we mnie swoje usta.W sercu czułam że powinnam przestać ale w rzeczywistości nie mogłam się od niego oderwać.To było silniejsze od mnie, nie wiedziałam co czuje.
-A to co ma być!!-Podszedł do nas zły Mario Gotze.
-Możesz sobie iść,myślisz ,że o niczym nie wiedziałam.-Oderwałam się od Marco i zaczęłam grać moją role.
-Co,o czym ty mówisz?
-O zakładzie.!
-Jakim zakładzie?!
-Wiesz co, jak mogłeś mnie tak wykorzystać.Myślisz że jestem zabawką,uświadomię cię jestem człowiekiem i mam takie same uczucia jak ty.-Mówiłam mu to prosto w twarz i nie bałam się moich słów.Czułam się coraz silniejsza.
-Zabije cię Reus!!!.-Mario powiedział.
-No to dawaj na solo.-Powiedział Marco.
-Myślisz że nie wiem ,że ty się w niej kochasz od dzieciństwa.Po co wymyśliłeś ten cały zakład.Nie mogłeś zrozumieć,że ona wybrała mnie a nie ciebie.-Mario zaczął pluć w twarz Reusowi.
-Ja nic nie wymyśliłem,mówię prawdę.-Spojrzała na Marco następnie na Mario i znów na Marco.Miałam jeszcze jednego asa w rękawie co do Mario.
-Tak a ciekawe jak wytłumaczysz ten telefon dzisiaj i czemu skłamałeś że masz dzisiaj trening o 11 jak miałeś o 18 ?
-To bardzo delikatna sprawa,moja mama jest chora na raka i dzisiaj rano musiałem szybko pojechać do szpitala bo poczuła się gorzej.Nie chciałem cię zamartwiać moimi problemami.-I znów moja porażka.Sama nie wiedziałam co ja w ogóle robię.
-Mario,mogłeś mi powiedzieć ja zaczynałam podejrzewać,że... mnie zdradzasz.
-Jak mogłaś tak pomyśleć kocham cię.-No i weź tu kobieto wiedz co robić.
-Marco po co to wszystko wymyśliłeś!-Odwróciłam wzrok na Marco.
-Bo ja...ja cię kocham!-Powiedział jąkając się przy tym i uciekł.-Czy wszyscy muszą zachowywać się jak dzieci.
-Ja nie wiem co mam o tym wszystkim sądzić Mario.
-Kochanie.
-Musze iść,Dominika na mnie czeka, Pa.-Odeszłam bo...bo stchórzyłam.Było mi strasznie wstyd, podejrzewałam Mario o zdradę a tak na prawdę to on w ogóle mnie nie zdradził.Byłam coraz dalej stadionu.Było strasznie zimno,chociaż było Lato.
-Cholera jasna.-Z nieba zaczął padać coraz to większy deszcz.
Za mną usłyszałam pisk opon samochodu.
-Ej może cię pod wieść ?-Zapytał Erik Durm uchylając szybę.
-Mógłbyś?
-Jasne wsiadaj.
-Dzięki,strasznie się rozpadało,a ja zapomniałam parasola.-Powiedziałam wsiadając do auta.
-Spoko żaden problem.-Powiedział Niemiec po czym się uśmiechną.
-Co tam u was, znaczy wiesz u ciebie i u Mario.
-No widzę że wieści szybko się rozchodzą.
-Dziewczyno Mario cały czas ćwierka o tobie.
Lekko się uśmiechnęłam.
-Od kiedy pojawiłaś się w jego życiu to stał się innym człowiekiem.
-Chcesz mi powiedzieć,że zmieniłam go na gorszę.
-Wręcz przeciwnie na lepsze.
-No to się ciesze.
Gadaliśmy tak z Erikiem aż do zatrzymania się pod moim domem.
-No dzięki za powózkę.
-Spoko Pa.
Powiedział i znikł w białej mgle.
Weszłam do domu zdjęłam buty i położyłam torebkę na małym stoliczku.Od razu na przywitanie Dominika i jej pytania.
-Do cholery jasnej,gdzie ty się szwędałaś!
-No tam i tam i tu.
-A telefonu to nie umiałaś odebrać.
-Brak baterii!
-Dobra teraz nie będę się z tobą kłócić.Mamy gościa,zachowuj się.
-No ja akurat umiem się zachować nie to co ty.
Weszłam do salonu a tam niespodzianka.Thomas Muller Bastian Schweinsteiger i Manuel Neuer.
-O hej.-Powiedziałam nieśmiało.
-Siemka.-Od powiedzieli równo z usmiechem.
-A wy co tu robicie?
-A przejazdem byliśmy w Dortmundzie to was odwiedziliśmy.-Powiedział Thomas.
-Kupę lat.-Powiedziałam siadając obok piłkarzy.
-No a ty stajesz się coraz to piękniejsza.-Powiedział Basti.
-No nie przesadzaj, za to ty strasznie się zmieniłeś!
-Przestać ja, ciągle ten sam przystojny Bastuś !
-Za to nasz Thomas!!! to jest duppera!!-Krzyknął Manuel.
-No a jak a jaki wygadany.-Wtrąciła się Dominika
-Wiecie ostatnio byliśmy w sklepie i Manuel musiał kupić mopa no nie...
-Po co mu mop?-Przerwałam Thomasowi w zdaniu.
-Bo mu się sprządac zachciało.
-No przepraszam bardzo kto wszedł do mojego mieszkania w brudnych butach a następnie połamał mop bo zachciało mu się grać na gitarze.-Powiedział Neuer.
-No nie wiem.-Odkręcił głowę w tył Basti.
-Ha ha.-Wybuchnęłam śmiechem.
-No człowieku on był uchlany w trzy dupy, wyglądał gorzej niż teraz.-Powiedział Thomas.
-E uważaj na słowa grubasie.-Trzasnął go po głowie Bastian.
-No a wiecie,że nasza Dominiczka ostatnio zapoznała takiego fajnego chłopaka.Ćwierkała o nim cały czas,jaki to on piękny wysportowany.
-Sorry nie ma takiego drugiego ideału jak ja.-Wtrącił się Muller.
-Alez oczywiście Thomasie że nie ma takiego głupiego matoła na świecie jak ty.-Powiedział Basti.
-Zaraz dostaniesz w czape po raz drugi.
-Ej mam pomysł , chodźmy na miasto.-Podskoczyła do góry Dominika.
-No dopry pomysł dawno nic nie piłem, oczywiście mam na myśli soczek pomarańczowy.-Powiedział Basti przekręcając oczami.
-Taa jasne.-Powiedzieliśmy wszyscy równo.
-No jak Basti więcej wypije to tak pięknie śpiewa!-Wtrącił Manuel.
-Dobra tylko ja pójdę się przebrać i idziemy OK.?-Powiedziałam i poszłam na górę.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
KOMENTUJCIEEEE I LECI NEXT JAK WAM SIĘ PODOBA TEN BLOG !!!!!!!!!
niedziela, 17 sierpnia 2014
Bo prawda boli
Następnego dnia obudziłam się już w swoim domu,obok mojego Mario,który tak słodko spał.Dziwiło mnie to że w łóżku leżałam prawie naga.Dodatkowo gdy chciałam się podnieść to strasznie bolała mnie głowa.
-Ałła.-Złapałam się za głowę gdy podjęłam drugą próbę wstania z łóżka.Moje jęki obudziły Mario.
-Kobieto, nie jęcz.-Powiedział i zachował głowę pod poduszkę.
Położyłam Głowę na poduszkę i zaczęłam się zastanawiać co ja robiłam wczoraj wieczorem.Za nic nie mogłam sobie przypomnieć co wydarzyło się tamtej nocy.Pamiętam wszystko do momentu,gdy poszłam z Mario do środka.
-Mario?-Zapytałam całując Niemca w tors.
-Tak.-Od powiedział zaspany.
-Może wiesz, czemu jestem tutaj w łóżku na pół naga i ty koło mnie leżysz.Bo ja nic nie pamiętam.
-No... bo ty strasznie się upiłaś , a że ja też piłem i nie mogłem kierować to zamówiłem taxi.I pojechaliśmy do ciebie i...
-Mario czy my...-W głowię zaczęły mi się tworzyć dziwne myśli.
-Nie...nawet cię nie tknąłem, tylko zdjąłem z ciebie bluzkę i spodnie żeby było ci wygodniej spać.
-Aha... na pewno?-Mówiłam z niedowierzeniem.
-Skarbie, mówię prawdę nie mogłem się wspostrzymać gdy zobaczyłem cię bez koszulki,ale nie jestem taki, że wykorzystuje dziewczynę gdy ona nie ma świadomości o tym co robi.Nadal miałam co do tego wątpliwości ale OK ufam mu.
-Kocham cię.-Pocałowałam go namiętnie.
-Dobra koniec tych czułości bo jestem głodny.-Powiedział Mario głodomór.
-Wieczne głodny,grubasie.-Powiedziałam z uśmiechem.
-W cale nie jestem gruby to są mięśnie.-Powiedział napinając owe mięśnie.
-Ta mięśnie, popatrz na Cristino Ronaldo jakie on ma mięśnie.
-Czyli uważasz,że on jest od mnie lepszy?-Zapytał przybliżająca się do mnie.
-A tego nie powiedziałam akurat.
Zeszłam z łóżka i w samej bieliźnie kierowałam się w stronę szafy gdzie były moje wszystkie ulubione ciuszki.
-To nie,to też nie i to tez Nie.-Zaczęłam wywalać wszystko z szafy.
-Kobiety.-Załamał się Mario.
-No ja nie mam się w co ubrać.-Powiedziałam wywalając całą zawartość mojej szafy.
-Dla mnie, możesz się w ogóle nie ubierać.
-Twoje marzenia misiu.-Od powiedziałam decydując się w końcu na To .
Po krótkim odświeżeniu,miałam już schodzić na dół lecz z pokoju zapomniałam wziąć mojego telefonu.Kierowałam się w stronę pokoju miałam już nacisnąć za Klamkę lecz za drzwiami usłyszałam dziwną rozmowę Mario.
-No jestem u niej,teraz się myje...zaraz z stąd pójdę kochanie....nie nie spałem z nią kocham cię...To pa.
Nie wiedziałam co mam o tym sądzić.Kim jest ta osoba.To wszystko było bardzo dziwne wczoraj Marco mnie przed nim ostrzegał a dzisiaj jakieś dziwne telefony.Postanowiłam narazie nic z tą sprawa nie robić.Nie chciałam podejmować pochopnej decyzji,która znów może doprowadzić mnie do łez.Weszłam do pokoju jak by nigdy nic i wzięłam mój telefon z komody.Mario siedział na łóżku i pisał SMS.
-Kotku idziesz na śniadanie ?-Zapytałam z uśmiechem.
-Wiesz ja , muszę lecieć na trening.-Powiedział jąkając się.
-Aha, no dobrze to Pa.-Pocałowałam go w publiczek.
-Pa.-Powiedział i zniknął w drzwiach.
-Dziwne.-Powiedziałam sama do siebie.Aby sprawdzić czy chłopaki na prawdę maja dzisiaj trening zadzwoniłam do Marco.Po paru sygnałach usłyszałam głos Niemca
-Hej.-Powiedział radosnym głosem.
-Witaj,ja mam do ciebie pytanie.
-Słucham?
-O której dzisiaj macie trening.
-O 18:00 a co chcesz przyjść popatrzyć jak tam spisuje się twój Mario.
Na chwile ucichłam zastanawiająca się czy on jeszcze jest mój w ogóle.
-Weronika halo, jesteś?
-Tak... ja...-Zaczęłam się jąkać.
-Spotkamy się za 30 minut w kawiarni na rogu przy Stadionie.
-Ok.-Powiedział ocierając łzy.
-Pa.-Ostatni raz usłyszałam głos Reusa i walnęłam telefonem o podłogę tak ,że rozwalił się na 3 części.
Wiedział,że on mnie oszukuje i pewnie zdradza.W takim razie po co się ze mną wiązał skoro zaraz miał mnie zdradzić.Nic z tego nie rozumiem.Podniosłam się z łóżka i kierowałam się w stronę drzwi wyjściowych.Do stadionu miałam 20 minut.Tak więc ruszyłam.Przez całą drogę zastanawiałam się po co Mario chciał ze mna chodzić z koro teraz ma mnie zdradzić.W końcu dotarłam na miejsce.Weszłam do kawiarni i zajęłam pierwsze lepsze miejsce przy stoliku.Długo nie musiałam czekac na Marco gdy zjawił się on po 3 minutach.
-Hej.-Powitał mnie całusem w czoło.
-Hej.-Od powiedziałam z sztucznym uśmiechem.
-Ej coś mi tu nie pasuje.
-Ale co wnętrze ci się nie podoba czy co ?
-Ty mi się nie podobasz.
-No dzięki że jestem aż tak brzydka.
-Ej miałem na myśli że twoja mina mi się nie podoba jesteś taka...
-Jaka?
-Oprócz tego,że jesteś piękna to w tej chwili jesteś smutna Weroniko.
-Oj odezwał się spostrzegawczy Reus.
-Jak zawsze,znam cie nie od dziś.-Puścił mi oczko.
-Nawet nie wiesz jak się ciesze,że cię znalazłam.
-Ja cieszę się jeszcze bardziej.A jak tam z Mario.
-Marco...ja coś podejrzewam?
-Co?
-Usłyszałam dziś dziwną rozmowę jego i jakiejś dziewczyny mówił do niej kochanie , a w dodatku mnie okłamał bo powie dział że ma trening i musi iść.Teraz pewnie zabawia się z nią.
-Taaa.-Marco odwrócił od mnie wzrok.
-Ej po tej minie wiem,że ty coś blondasie na ten temat wiesz.
-Ja nie.-Marco natychmiast zaczął zaprzeczać.
-No jasne mów!
-No bo on... Weronika.-Marco złapał mnie za rękę.
-Pamiętasz jak cię przed nim ostrzegałem,on cię zdradza.
-Czy tak fajnie jest bawić się moim uczuciami,przecież nie jestem zabawką.Czy on nie wie że mnie to boli.-W tej chwili się rozkleiłam.
-Cii młoda.-Marco mocno mnie przytulił.
-Ej ale to jest bez sensu po co on chciał ze mną chodzić jak po tygodniu mnie zdradza.
-No i tu mamy punkt x.
-Reus co ty pieprzysz jaki punkt x.
-No Mario założył się z Moritz em,że Mario cię przeleci .Uwież ja dowiedział się o tym dopiero dzisiaj i obiecuje,że jak go spotkam to po nim.
-Marco nie rób mu nic złego.-Powiedziałam przełykając gorzkie łzy.Mario mnie wykorzystał.
-Ałła.-Złapałam się za głowę gdy podjęłam drugą próbę wstania z łóżka.Moje jęki obudziły Mario.
-Kobieto, nie jęcz.-Powiedział i zachował głowę pod poduszkę.
Położyłam Głowę na poduszkę i zaczęłam się zastanawiać co ja robiłam wczoraj wieczorem.Za nic nie mogłam sobie przypomnieć co wydarzyło się tamtej nocy.Pamiętam wszystko do momentu,gdy poszłam z Mario do środka.
-Mario?-Zapytałam całując Niemca w tors.
-Tak.-Od powiedział zaspany.
-Może wiesz, czemu jestem tutaj w łóżku na pół naga i ty koło mnie leżysz.Bo ja nic nie pamiętam.
-No... bo ty strasznie się upiłaś , a że ja też piłem i nie mogłem kierować to zamówiłem taxi.I pojechaliśmy do ciebie i...
-Mario czy my...-W głowię zaczęły mi się tworzyć dziwne myśli.
-Nie...nawet cię nie tknąłem, tylko zdjąłem z ciebie bluzkę i spodnie żeby było ci wygodniej spać.
-Aha... na pewno?-Mówiłam z niedowierzeniem.
-Skarbie, mówię prawdę nie mogłem się wspostrzymać gdy zobaczyłem cię bez koszulki,ale nie jestem taki, że wykorzystuje dziewczynę gdy ona nie ma świadomości o tym co robi.Nadal miałam co do tego wątpliwości ale OK ufam mu.
-Kocham cię.-Pocałowałam go namiętnie.
-Dobra koniec tych czułości bo jestem głodny.-Powiedział Mario głodomór.
-Wieczne głodny,grubasie.-Powiedziałam z uśmiechem.
-W cale nie jestem gruby to są mięśnie.-Powiedział napinając owe mięśnie.
-Ta mięśnie, popatrz na Cristino Ronaldo jakie on ma mięśnie.
-Czyli uważasz,że on jest od mnie lepszy?-Zapytał przybliżająca się do mnie.
-A tego nie powiedziałam akurat.
Zeszłam z łóżka i w samej bieliźnie kierowałam się w stronę szafy gdzie były moje wszystkie ulubione ciuszki.
-To nie,to też nie i to tez Nie.-Zaczęłam wywalać wszystko z szafy.
-Kobiety.-Załamał się Mario.
-No ja nie mam się w co ubrać.-Powiedziałam wywalając całą zawartość mojej szafy.
-Dla mnie, możesz się w ogóle nie ubierać.
-Twoje marzenia misiu.-Od powiedziałam decydując się w końcu na To .
Po krótkim odświeżeniu,miałam już schodzić na dół lecz z pokoju zapomniałam wziąć mojego telefonu.Kierowałam się w stronę pokoju miałam już nacisnąć za Klamkę lecz za drzwiami usłyszałam dziwną rozmowę Mario.
-No jestem u niej,teraz się myje...zaraz z stąd pójdę kochanie....nie nie spałem z nią kocham cię...To pa.
Nie wiedziałam co mam o tym sądzić.Kim jest ta osoba.To wszystko było bardzo dziwne wczoraj Marco mnie przed nim ostrzegał a dzisiaj jakieś dziwne telefony.Postanowiłam narazie nic z tą sprawa nie robić.Nie chciałam podejmować pochopnej decyzji,która znów może doprowadzić mnie do łez.Weszłam do pokoju jak by nigdy nic i wzięłam mój telefon z komody.Mario siedział na łóżku i pisał SMS.
-Kotku idziesz na śniadanie ?-Zapytałam z uśmiechem.
-Wiesz ja , muszę lecieć na trening.-Powiedział jąkając się.
-Aha, no dobrze to Pa.-Pocałowałam go w publiczek.
-Pa.-Powiedział i zniknął w drzwiach.
-Dziwne.-Powiedziałam sama do siebie.Aby sprawdzić czy chłopaki na prawdę maja dzisiaj trening zadzwoniłam do Marco.Po paru sygnałach usłyszałam głos Niemca
-Hej.-Powiedział radosnym głosem.
-Witaj,ja mam do ciebie pytanie.
-Słucham?
-O której dzisiaj macie trening.
-O 18:00 a co chcesz przyjść popatrzyć jak tam spisuje się twój Mario.
Na chwile ucichłam zastanawiająca się czy on jeszcze jest mój w ogóle.
-Weronika halo, jesteś?
-Tak... ja...-Zaczęłam się jąkać.
-Spotkamy się za 30 minut w kawiarni na rogu przy Stadionie.
-Ok.-Powiedział ocierając łzy.
-Pa.-Ostatni raz usłyszałam głos Reusa i walnęłam telefonem o podłogę tak ,że rozwalił się na 3 części.
Wiedział,że on mnie oszukuje i pewnie zdradza.W takim razie po co się ze mną wiązał skoro zaraz miał mnie zdradzić.Nic z tego nie rozumiem.Podniosłam się z łóżka i kierowałam się w stronę drzwi wyjściowych.Do stadionu miałam 20 minut.Tak więc ruszyłam.Przez całą drogę zastanawiałam się po co Mario chciał ze mna chodzić z koro teraz ma mnie zdradzić.W końcu dotarłam na miejsce.Weszłam do kawiarni i zajęłam pierwsze lepsze miejsce przy stoliku.Długo nie musiałam czekac na Marco gdy zjawił się on po 3 minutach.
-Hej.-Powitał mnie całusem w czoło.
-Hej.-Od powiedziałam z sztucznym uśmiechem.
-Ej coś mi tu nie pasuje.
-Ale co wnętrze ci się nie podoba czy co ?
-Ty mi się nie podobasz.
-No dzięki że jestem aż tak brzydka.
-Ej miałem na myśli że twoja mina mi się nie podoba jesteś taka...
-Jaka?
-Oprócz tego,że jesteś piękna to w tej chwili jesteś smutna Weroniko.
-Oj odezwał się spostrzegawczy Reus.
-Jak zawsze,znam cie nie od dziś.-Puścił mi oczko.
-Nawet nie wiesz jak się ciesze,że cię znalazłam.
-Ja cieszę się jeszcze bardziej.A jak tam z Mario.
-Marco...ja coś podejrzewam?
-Co?
-Usłyszałam dziś dziwną rozmowę jego i jakiejś dziewczyny mówił do niej kochanie , a w dodatku mnie okłamał bo powie dział że ma trening i musi iść.Teraz pewnie zabawia się z nią.
-Taaa.-Marco odwrócił od mnie wzrok.
-Ej po tej minie wiem,że ty coś blondasie na ten temat wiesz.
-Ja nie.-Marco natychmiast zaczął zaprzeczać.
-No jasne mów!
-No bo on... Weronika.-Marco złapał mnie za rękę.
-Pamiętasz jak cię przed nim ostrzegałem,on cię zdradza.
-Czy tak fajnie jest bawić się moim uczuciami,przecież nie jestem zabawką.Czy on nie wie że mnie to boli.-W tej chwili się rozkleiłam.
-Cii młoda.-Marco mocno mnie przytulił.
-Ej ale to jest bez sensu po co on chciał ze mną chodzić jak po tygodniu mnie zdradza.
-No i tu mamy punkt x.
-Reus co ty pieprzysz jaki punkt x.
-No Mario założył się z Moritz em,że Mario cię przeleci .Uwież ja dowiedział się o tym dopiero dzisiaj i obiecuje,że jak go spotkam to po nim.
-Marco nie rób mu nic złego.-Powiedziałam przełykając gorzkie łzy.Mario mnie wykorzystał.
środa, 13 sierpnia 2014
Nadal nie mogę się odnaleźć w twoich snach.
Nadal nie mogę się odnaleźć w twoich snach.
Impreza po woli zmierzała ku końcowi.Wszyscy po nadużyciu alkoholu poszli spać lub padali gdzie popadnie.Pod ławą leżał upity Hummels, na kanapie Thomas Muller,Kevin, Roman,Bender,Kuba i Piszczu.A na podłodze swój przytulny koncik znaleźli Dominika i Moritz Leitner.I kto by pomyślał zawsze prawi mi kazania a teraz sama się upiła na amen cała Dominika.Alkohol dał w znaki również Mario,który spał z butelką wina na kanapie.Wydawało by się ,że oprócz mnie na sali nie ma nikogo trzeźwego ,lecz myliłam się.
-Hej.-Podszedł do mnie nie kto innym jak Marco Reus.
-A ty...nie piłeś.-Spojrzałam na niego z zdziwieniem.
-No dzisiaj sobie odpuściłem.-Powiedział z uśmiechem po czym wręczył mi drinka.
-Aha, no ja właśnie też nic nie piłam.
-No i jak podobała się niespodzianka?-Zapytał popijając napój.
-No, bardzo szczerze to całkowicie zapomniałam o moich urodzinach.
-Od tego masz przyjaciół.
-Jasne
-Dziękuje wam-Dodałam po chwili ciszy.
-Nie ma za co, a jak tam z Mario ci się układa.
-Wiesz on jest taki czuły,delikatny i romantyczny.
-I uparty.-Dodał Marco.
-Tak i to bardzo uparty.-Powiedziałam z uśmiechem.
-Kochasz go?-Zapytał Marco patrząc mi się w oczy.
-Tak,bardzo.-Powiedziałam.
-Neymara też kochałaś?
-Co to za pytanie.-Spojrzałam na niego.
-Nie uważasz,że to wszystko dzieje się za szybko,znasz go praktycznie dwa tygodnie, nie znasz go za dobrze.
-Dwa tygodnie wystarczyły mi bym go pokochała Marco.
-Jasne, nie znasz go będziesz przez niego płakać.
-Marco, to ty mnie nie znasz.-Powiedziałam i już kierowałam się z stronę wyjścia.
-Pamiętasz tego chłopaka co wtedy grał sam na boisku,miał on na sobie koszulkę Borussii .Pewnego dnia poznał dziewczynkę o imieniu Weronika, szalenie się w niej zakochał lecz nigdy nie miał odwagi by powiedzieć jej co do niej Czuje.Grali razem w piłkę codziennie.Przysięgi sobie ,że zostaną przyjaciół mi na zawsze.Połączyło ich jedno,wielkie marzenie.Lecz pewnego dnia osiągnęli swoje cele on grę w wielkim klubie w Niemczech a ona grę w Hiszpanii.Przez sławę stracili to coś na zawsze stracili przyjaźń już chyba na zawsze.Lecz chłopaki nigdy o niej nie zapomniał i czekał i kochał, najmocniej.I wieżył,że pewnego dnia ją spotka.Bo w życiu najważniejsze jest to...
-By żyć własnymi marzeniami.-Patrzyłam na niego i zamurowało mnie.
-Marco-Żółciłam się mu na szyję.
-Wiedziałem,że cie odnajdę mała.
-To jest sen.!
-To jest rzeczywistość.-Powiedział.
-Wyrosłeś na przystojnego i utalentowanego chłopaka.Z ką wiedziałeś,że to ja.
-Kiedy wyjechałaś, moje życie przewróciło się o 180 stopni.
-Czemu nie przyjechałeś, nie zadzwoniłeś.
-Myślałem,że mnie nie rozpoznasz i w dodatku ten Neymar.
-Co, Neymar ?
-Weronika to długa historia.
-Mamy dużo czasu opowiadaj.
-Ja, ja znałem Neymara.Poznałem go na obozie piłkarskim.Pewnego dnia on wyją twoje zdjęcie z kieszeni mówiąc 'kocham ją' zobaczyłem cię na tej fotografii i od razu poznałem ,wszystkie wspomnienia wróciły.On tyle mi o tobie opowiadał, że cię kocha i że chce mieć z tobą dzieci i nikt i nic mu tego nie zabierze.
-Marco...-Powiedziałam z łzami.
Spojrzał na mnie i płakał jak małe dziecko.
-Była impreza i on... on tam cię zdradził,gdy się o tym dowiedziałem zacząłem go bić.Na drugi dzień obudziłem się w szpitalu ze złamana nogą.Neymar stał przy mnie.
-I co zadowolony patrz co mi zrobiłeś, przez ciebie nie będę mógł grać LM.-Powiedziałem.
On tylko się śmiał.Wtedy odkryłem jakim to on jest draniem.Pamiętasz swój wypadek.
Marco popatrzył na mnie.
-Jak mogłabym zapomnieć.
-Wiedziałem o nim.-To jest jakiś koszmar ja chyba śnie,serce tak ściskało mnie w gardle,że nie byłam w stanie nic powiedzieć.
-Marco...to dla mnie za dużo jak na jeden dzień.
-Musiałem powiedzieć ci prawdę, nie chciałem żebyś cierpiała.
-Rozumiem,dziękuje.-Wyszłam z budynku i zapomniałam o całym świecie.Nawet nie wiedziałam gdzie idę.Moje serce było rozdarte na pół.Nie wiedziałam , czemu Marco ostrzegał mnie tak przed Mario.
Usiadłam na jakimś kamieniu i myślałam nad moim życiem.Nagle na moich biodrach poczułam dotyk rąk.
-Kochanie, co ty tu robisz taka sama.-Powiedział czule Mario całując mnie w czoło.
-Aaa ja no myślę sobie...o nas.-Powiedziałam i sztucznie się uśmiechnęłam.
-No ja też ostatnio dużo o nas myślę i doszyłem do wniosku,że jesteś moim całym światem.-Powiedział patrząc w moje oczy i delikatnie jeżdżąc swoją dłonią po moim kolanie.
Zatonęłam w jego oczach.
-Chodźmy do środka.-Mario wziął mnie za rękę.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zostawcie po sobie jakis ślad ostatnio bardzo mało osób to czyta więc proszę o komentarze
sobota, 9 sierpnia 2014
Jak gwiazda
Nastał kolejny dzień.Wstałam z łóżka z świadomością, że jestem dziewczyną Mario Gotze.To takie dziwne uczucie,ja zwykła dziewczyna i on wielki piłkarz.Serio czy marzenia się spełniają, moje się spełniło.Chociaż na prawdę nie wiem czym sobie na to zasłużyłam. Nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
Na wyświetlaczu Mario, odebrałam.
-Śpisz, jeszcze?-Mario zadał mi jak ,że oczywiste pytanie.
-A jak myślisz,przecież z tobą teraz gadam!.
-No czyli nie śpisz.
-Właśnie wstałam i myślałam o tobie.
-Dobrze się składa, bo ja całą noc myślałem o tobie mała.
-Kocham cie.
-Masz dzisiaj czas bo chciał bym porwać cię dzis na Cały dzień. Jeżeli się zgodzisz oczywiście
-No jasne, dziś jestem wolna.
-No to ja zaraz po ciebie przyjadę.
-Ok a mogę się chociaż dowiedzieć gdzie mnie zabierasz?.
-Nieee bo to niespodzianka.
-No, niech ci będzie Mariosiu.
-No to widzimy się zaraz, pa.
Nacisto .Zeszłam na dół by zjeść jakąś kanapkę.Otworzyłam lodówkę,wyjęłam z niej wszystkie potrzebne mi produkty i zrobiłam sobie kanapki. Po skończonym śniadaniu już miałam wychodzić lecz na mojej drodze stanęła Dominika.
nełam czerwoną słuchawkę, ciekawe co on tam wymyślił.Poszłam do łazienki zrobiłam lekki makijaż , po czym włożyłam na siebie
-Hymmm a gdzież to się nasza Weronika wybiera?-Zaczęła oglądać mnie ze wszystkich stron.
-A co cię to.-Powiedziałam z lekkim uśmieszkiem.
-Dużo.-Od powiedziała ciekawska Dominika.
-Wiem Mario?-Dominika krzyknela.
-No Mario,Mario a coś ci nie pasuje.
-Nie czemu mi nie czemu ja nic nie mówię.-Zaczela się dziwnie jakać. Nastała cisza,nie wiem czemu ale ona jakoś dziwnie się zachowywała.Ostatnio cały czas tylko pytała jak mi się układa z Mario i w ogóle.
-Dobra ja muszę iść,bo Mario na mnie czeka.
-Tylko Weronika nie zrób niczego głupiego.
-Paaa.-Powiedziałam przekręcający oczami.
Przed domem czekał na mnie czarny sportowy samochód, w którym znajdował się Mario.
-Hej.-Przywitałam go całusem w publiczek.
-Hej.-Mario zaczął mnie namiętnie całować.
-Dobra, Lovelasie gdzie jedziemy.
-A to, to już niespodzianka.
Spojrzałam na niego kątem oka.Wsiadłam do samochodu i zaczęliśmy jechać.
-No powiec gdzie jedziemy no.-Jęczałam .
-Nie.-Mario powiedział stanowczo
-A daleko jeszcze.
-Tak.
-No Mario!.
-No i tak ci nie powiem niespodzianka to niespodzianka.
-Ale ty jesteś.
-No,sorry taki jestem.-Mario powiedział i szeroko się uśmiechną.
-Jesteś okropny.
-A ty piękna i uparta.
-Ej a ty.. . no ten gruby.
-Ja gruby to sa mięśnie kobieto.
-No mięśnie jasne.Daleko jeszcze.
-Ale ty jesteś uparta jak osioł
-Mario. -Spojrzałam na niego.
-Tak, mówił i smial mi się w oczy.
-Foch. UPARCIUCHU.
-A ty i tak mnie kochasz
Jechaliśmy tak i jechaliśmy i nagle,samochód zatrzymał się w lesie.
-Aha,to tutaj.-Powiedziałam lekko zdziwiona.
-Tak.-Czułam jego wzrok na moim ciele.Nagle Mario złapał mnie za kolano.Spojrzałam na niego
Moja pierwsza myśl to, uciekać,bałam się bo to nie wyglądało mi na miłą randkę tylko, miałam przeczucie że to coś strasznego.
-Ej co ty robisz?-Zapytałam przerażona.
-Weronika nie bój się ja nic ci nie zrobię.
-Mario,ja.
-Ciii nic nie mów.
-Ale.
-Dobra idziemy.-Mario wysiadł z samochodu i znów się śmiał.
-Jesteś głupi.
-Ale przystojny.
-Serio? -Przekręciłam oczami
Szczerze coś mi to śmierdziało.To było strasznie podejrzane.
Szliśmy tak przez ten las,robiło się coraz ciemnej.W oddali słychać było szum wielkich drzew.A ja strasznie się bałam.Szliśmy tak i szliśmy aż w końcu doszliśmy do tajemniczego miejsca.Stał tam dom, a w okół były drzewa.
-Weronika.-Mario złapał mnie za biodra.
-Tak?-Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka.
-Kocham cię i...-I nagle zaa duży drzew wyskoczyli ludzie i krzyknęli.
-Niespodzianka!!!!.
-AAAAAA!!!!!!!- Zaczęłam krzyczeć.
-Boże ludzie prze straszyliście mnie!-Zaczęłam się głośno śmiać.
-Ej,zapomniałaś ,że dzisiaj są twoje urodziny.-Podeszła do mnie Dominika.
-Ale po co to wszystko,wiesz jak ja się bałam, jaaa.
-No to będą twoje nie zapomniane urodzinki.
-sto lat sto lat-zaczął śpiewać Marco. A za nim pozostali zaczęli chórem .
-Wiesz czemu cie kocham bo jesteś wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju dokładnie jak ta gwiazda ,która świeci na niebie.
A wiesz czemu ja cie kocham bo po prostu jesteś moim całym światem Mario.
Staliśmy tak przytuleni do siebie nie myśląc o niczym.Ledwo co się znamy i już nie mogę się od niego oderwać.
-Ej no chodźcie sie bawić.-Krzyczał Marco,który już zapanował nad cała imprezą.
-A temu co?-Zapytałam.
-Wiesz, to jest stary imprezowicz więc wiesz.-Śmiał się Mario.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
PRZEPRASZAM ZA TAK DŁUGĄ PRZERWA, NO ALE TERAZ POWRACAM Z NOWĄ WENĄ.POKAŻCIE MI ILE OSÓB TO CZYTAM POPRZEZ KOMENTARZE NAWET MAŁE <3 LUB :( POZWOLI MI OCENIĆ ILE OSÓB TO CZYTA
Na wyświetlaczu Mario, odebrałam.
-Śpisz, jeszcze?-Mario zadał mi jak ,że oczywiste pytanie.
-A jak myślisz,przecież z tobą teraz gadam!.
-No czyli nie śpisz.
-Właśnie wstałam i myślałam o tobie.
-Dobrze się składa, bo ja całą noc myślałem o tobie mała.
-Kocham cie.
-Masz dzisiaj czas bo chciał bym porwać cię dzis na Cały dzień. Jeżeli się zgodzisz oczywiście
-No jasne, dziś jestem wolna.
-No to ja zaraz po ciebie przyjadę.
-Ok a mogę się chociaż dowiedzieć gdzie mnie zabierasz?.
-Nieee bo to niespodzianka.
-No, niech ci będzie Mariosiu.
-No to widzimy się zaraz, pa.
Nacisto .Zeszłam na dół by zjeść jakąś kanapkę.Otworzyłam lodówkę,wyjęłam z niej wszystkie potrzebne mi produkty i zrobiłam sobie kanapki. Po skończonym śniadaniu już miałam wychodzić lecz na mojej drodze stanęła Dominika.
nełam czerwoną słuchawkę, ciekawe co on tam wymyślił.Poszłam do łazienki zrobiłam lekki makijaż , po czym włożyłam na siebie
-Hymmm a gdzież to się nasza Weronika wybiera?-Zaczęła oglądać mnie ze wszystkich stron.
-A co cię to.-Powiedziałam z lekkim uśmieszkiem.
-Dużo.-Od powiedziała ciekawska Dominika.
-Wiem Mario?-Dominika krzyknela.
-No Mario,Mario a coś ci nie pasuje.
-Nie czemu mi nie czemu ja nic nie mówię.-Zaczela się dziwnie jakać. Nastała cisza,nie wiem czemu ale ona jakoś dziwnie się zachowywała.Ostatnio cały czas tylko pytała jak mi się układa z Mario i w ogóle.
-Dobra ja muszę iść,bo Mario na mnie czeka.
-Tylko Weronika nie zrób niczego głupiego.
-Paaa.-Powiedziałam przekręcający oczami.
Przed domem czekał na mnie czarny sportowy samochód, w którym znajdował się Mario.
-Hej.-Przywitałam go całusem w publiczek.
-Hej.-Mario zaczął mnie namiętnie całować.
-Dobra, Lovelasie gdzie jedziemy.
-A to, to już niespodzianka.
Spojrzałam na niego kątem oka.Wsiadłam do samochodu i zaczęliśmy jechać.
-No powiec gdzie jedziemy no.-Jęczałam .
-Nie.-Mario powiedział stanowczo
-A daleko jeszcze.
-Tak.
-No Mario!.
-No i tak ci nie powiem niespodzianka to niespodzianka.
-Ale ty jesteś.
-No,sorry taki jestem.-Mario powiedział i szeroko się uśmiechną.
-Jesteś okropny.
-A ty piękna i uparta.
-Ej a ty.. . no ten gruby.
-Ja gruby to sa mięśnie kobieto.
-No mięśnie jasne.Daleko jeszcze.
-Ale ty jesteś uparta jak osioł
-Mario. -Spojrzałam na niego.
-Tak, mówił i smial mi się w oczy.
-Foch. UPARCIUCHU.
-A ty i tak mnie kochasz
Jechaliśmy tak i jechaliśmy i nagle,samochód zatrzymał się w lesie.
-Aha,to tutaj.-Powiedziałam lekko zdziwiona.
-Tak.-Czułam jego wzrok na moim ciele.Nagle Mario złapał mnie za kolano.Spojrzałam na niego
Moja pierwsza myśl to, uciekać,bałam się bo to nie wyglądało mi na miłą randkę tylko, miałam przeczucie że to coś strasznego.
-Ej co ty robisz?-Zapytałam przerażona.
-Weronika nie bój się ja nic ci nie zrobię.
-Mario,ja.
-Ciii nic nie mów.
-Ale.
-Dobra idziemy.-Mario wysiadł z samochodu i znów się śmiał.
-Jesteś głupi.
-Ale przystojny.
-Serio? -Przekręciłam oczami
Szczerze coś mi to śmierdziało.To było strasznie podejrzane.
Szliśmy tak przez ten las,robiło się coraz ciemnej.W oddali słychać było szum wielkich drzew.A ja strasznie się bałam.Szliśmy tak i szliśmy aż w końcu doszliśmy do tajemniczego miejsca.Stał tam dom, a w okół były drzewa.
-Weronika.-Mario złapał mnie za biodra.
-Tak?-Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka.
-Kocham cię i...-I nagle zaa duży drzew wyskoczyli ludzie i krzyknęli.
-Niespodzianka!!!!.
-AAAAAA!!!!!!!- Zaczęłam krzyczeć.
-Boże ludzie prze straszyliście mnie!-Zaczęłam się głośno śmiać.
-Ej,zapomniałaś ,że dzisiaj są twoje urodziny.-Podeszła do mnie Dominika.
-Ale po co to wszystko,wiesz jak ja się bałam, jaaa.
-No to będą twoje nie zapomniane urodzinki.
-sto lat sto lat-zaczął śpiewać Marco. A za nim pozostali zaczęli chórem .
-Wiesz czemu cie kocham bo jesteś wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju dokładnie jak ta gwiazda ,która świeci na niebie.
A wiesz czemu ja cie kocham bo po prostu jesteś moim całym światem Mario.
Staliśmy tak przytuleni do siebie nie myśląc o niczym.Ledwo co się znamy i już nie mogę się od niego oderwać.
-Ej no chodźcie sie bawić.-Krzyczał Marco,który już zapanował nad cała imprezą.
-A temu co?-Zapytałam.
-Wiesz, to jest stary imprezowicz więc wiesz.-Śmiał się Mario.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
PRZEPRASZAM ZA TAK DŁUGĄ PRZERWA, NO ALE TERAZ POWRACAM Z NOWĄ WENĄ.POKAŻCIE MI ILE OSÓB TO CZYTAM POPRZEZ KOMENTARZE NAWET MAŁE <3 LUB :( POZWOLI MI OCENIĆ ILE OSÓB TO CZYTA
wtorek, 22 lipca 2014
Zauroczenie
Wyszłam z domu o 19:00 i udałam się pod stadion gdzie miałam spotkać się z Marco i Mario.
O 19:31 byłam na miejscu.Przed Iduną już czekali na mnie Marco i Mario.
-Hej -przywitałam chłopaków.
-No w końcu ile można czekać.-Powiedział Mario.
-Przepraszam za spóźnienie ale korki.-Przewróciłam oczami.
-To gdzie idziemy?.-Zapytałam.
-Planowaliśmy iść do klubu o tam.- Mario wskazał ręką w lewą stronę.
-No to chodźmy. Już mieliśmy iść gdy nagle zadzwonił telefon Marco.
-Halo.-Niemiec odebrał telefon.
-Akurat teraz, czy to konieczne… ale no dobrze zaraz będę mamo.
-Cholera jasna!. Marco powiedział wkładając telefon do kieszeni.
-Mamusia?. -Spytał Mario, z uśmiechem.
-Weź nawet nic nie mów muszę koniecznie jechać do mojej mamy nawet nie wiem po co.Więc muszę was opuścić przepraszam.
-Spoko damy radę bez ciebie.-Mario cwaniacko się uśmiechną.
-No Weronika uważaj na siebie bo nigdy nie wiadomo co mu odbije-Marco obrócił się na pięcie i udał się w stronę samochodu.
Zostałam sama z Mario.Patrzyliśmy sobie w oczy i się do siebie uśmiechaliśmy.
-No to gdzie idziemy?.-Zapytałam,przerywając niezręczną ciszę.
-Może po prostu się przejdźmy, tam jest mały park.
-No dobrze chodźmy.-Powiedziałam i ruszyliśmy w stronę parku.
Szliśmy tak wąskimi ścieżkami,nic nie mówiąc.W głowie cały czas przez głowę przelatywały mi myśli o Neymarze.To wszystko było strasznie dziwne,chce o tym zapomnieć,lecz nie mogę.Ludzie mówią,że nie da się wymazać osoby ,którąś kiedyś się kochało.W moim przypadku właśnie tak jest.Chce o nim zapomnieć lecz nie mogę.Nie wiem czemu choć bardzo bym chciała.Chce zacząć wszystko od nowa.
-Weronika.-Z moich myśli wyrwał mnie Mario.
-Tak.-Od powiedział mu patrząc w ziemie.
-O czym myślisz?
-O życiu,a szczególnie o przeszłości, a ty.-Spojrzałam na niego.
-Ja cały czas myślę o przyszłości.
-Masz jakieś marzenia?-Mario ponownie zadał mi pytanie.
-Hymm...marze by w końcu znaleźć prawdziwą miłość a ty?
-Moim marzeniem jest w końcu wyznać jednej pięknej dziewczynie, co do niej czuje, ale jakoś nie wiem jak to zrobić.
-Może po prostu powiedz jej to w prost.
-Brak mi odwagi nie wiem czy ona mnie nie odrzuci
-Gdy się jej nie spytasz to nigdy się nie dowiesz.A mogę wiedzieć kim jest ta szczęściara?
-Idźię obok mnie.-Mario staną na przeciwko mnie i swoim wzrokiem zmierzył moje oczy.
-Weronika znam cię tydzień i już nie mogę o tobie zapomnieć.
-Może to zauroczenie, Mario.
-Na pewno nie ja cię kocham.
-Mario ja...ja się boję.
-Czego.
-Boję się kochać, boję się,że moje serce znów będzie zranione.
-Przysięgam ,że ja na pewno cię nie skrzywdzę.
-Daj mi trochę czasu ja..muszę to przemyśleć.-Powiedziałam,puściłam jego rękę i jak tchórz uciekłam.
Wyciągnęłam z torebki telefon podłączyłam słuchawki i wsłuchałam się w piosenkę.
piosenka
Błądzimy we mgle.
Nie możemy przejść.
Zawiłych labiryntów
w korytarzach serc.
Zaplatam długą nić
Byś mógł do mnie iść.
Poza sobą już nie mamy nic.
Wróciłam do domu .Zdjęłam buty i udałam się na kanapę ,gdzie siedziała Dominika.
-Opowiadaj z kim byłaś i co robiłaś?-Zapytała jak zawsze ciekawska Dominika.
-A co ciekawość cię zżera.
-No ej opowiadaj.
-Dobra, mieliśmy iść z Marco i Mario na imprezę jednak do Marco zadzwoniła jego mama i musiał koniecznie do niej jechać.Więc zostaliśmy sami z Mario, poszliśmy do parku i on...-Spojrzałam na Dominika ,która się uśmiechała.
-Ej, czemu się jakoś dziwnie uśmiechasz?
-Nic,czemu ja, on...
-Wyznał mi miłość.-Dokończyłam.
-Jest!-Dominika zaczęła się cieszyć jak głupia.
-Mam nadzieje ,że od powiedziałaś mu tak.-Właśnie, czy ja coś do niego czuje on jest inny niż wszyscy,sama nie wiem co mam zrobić z tym fantem.
-Nic mu nie od powiedziałam,uciekłam.
-Co?...Jak to?
-No tak to Dominika ja znam go tydzień!
-Weronika nie wiesz co tracisz!
W głębi serca czułam,że go kocham ale jakoś nie mogłam podjąć decyzji czy na pewno,może warto zaryzykować w końcu co mi szkodzi.Ale czy nie popełnię tego samego błędu co Neymarem i będę za niego musiała płacić dość dużą cenę.Nie chciałabym popełnić tego błędu z przeszłości.
-Dominika masz rację,jutro mu to powiem.
-No w końcu!-Dominika odetchnęła z ulgą.
Nastał kolejny dzień.Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki wykonałam codzienne poranne czynności po czym się ubrałam.Zeszłam na dół,gdzie czekało na mnie śniadanie.
-U pachnę Dominika postarałaś się.
-Jedz szybko bo zaraz wychodzimy.
-No ok.-Złapałam w locie kanapkę i już mieliśmy wychodzić z domu.
Po 30sto minutowej drodze , staliśmy przed Iduną.
-No to trzymam w kciuki zakocheńcze,ja już lecę pa.-Dominika mi pomachała i poszła na trening.Ja kierowałam się w stronę trybun,gdy nagle na swoich biodra poczułam dotyk dwóch znanych mi dłoni.
-Witaj piękna.
-Mario,przestraszyłes mnie debilu.-Powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
-No to co będzie z nami.-Mario zapytał nieśmiało.Wzięłam głęboki wdech i powiedziałam.
-Kocham cię Mario.
-Może to zauroczenie.-Mario powtórzył moje słowa z wczoraj.
-A może to zauroczenie z czasem zamieni się w wielka miłość.-Powiedział i zaczęliśmy się całować.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No to 4 komu i leci kolejny.Proszę o wasze opninnie :)))))))))
O 19:31 byłam na miejscu.Przed Iduną już czekali na mnie Marco i Mario.
-Hej -przywitałam chłopaków.
-No w końcu ile można czekać.-Powiedział Mario.
-Przepraszam za spóźnienie ale korki.-Przewróciłam oczami.
-To gdzie idziemy?.-Zapytałam.
-Planowaliśmy iść do klubu o tam.- Mario wskazał ręką w lewą stronę.
-No to chodźmy. Już mieliśmy iść gdy nagle zadzwonił telefon Marco.
-Halo.-Niemiec odebrał telefon.
-Akurat teraz, czy to konieczne… ale no dobrze zaraz będę mamo.
-Cholera jasna!. Marco powiedział wkładając telefon do kieszeni.
-Mamusia?. -Spytał Mario, z uśmiechem.
-Weź nawet nic nie mów muszę koniecznie jechać do mojej mamy nawet nie wiem po co.Więc muszę was opuścić przepraszam.
-Spoko damy radę bez ciebie.-Mario cwaniacko się uśmiechną.
-No Weronika uważaj na siebie bo nigdy nie wiadomo co mu odbije-Marco obrócił się na pięcie i udał się w stronę samochodu.
Zostałam sama z Mario.Patrzyliśmy sobie w oczy i się do siebie uśmiechaliśmy.
-No to gdzie idziemy?.-Zapytałam,przerywając niezręczną ciszę.
-Może po prostu się przejdźmy, tam jest mały park.
-No dobrze chodźmy.-Powiedziałam i ruszyliśmy w stronę parku.
Szliśmy tak wąskimi ścieżkami,nic nie mówiąc.W głowie cały czas przez głowę przelatywały mi myśli o Neymarze.To wszystko było strasznie dziwne,chce o tym zapomnieć,lecz nie mogę.Ludzie mówią,że nie da się wymazać osoby ,którąś kiedyś się kochało.W moim przypadku właśnie tak jest.Chce o nim zapomnieć lecz nie mogę.Nie wiem czemu choć bardzo bym chciała.Chce zacząć wszystko od nowa.
-Weronika.-Z moich myśli wyrwał mnie Mario.
-Tak.-Od powiedział mu patrząc w ziemie.
-O czym myślisz?
-O życiu,a szczególnie o przeszłości, a ty.-Spojrzałam na niego.
-Ja cały czas myślę o przyszłości.
-Masz jakieś marzenia?-Mario ponownie zadał mi pytanie.
-Hymm...marze by w końcu znaleźć prawdziwą miłość a ty?
-Moim marzeniem jest w końcu wyznać jednej pięknej dziewczynie, co do niej czuje, ale jakoś nie wiem jak to zrobić.
-Może po prostu powiedz jej to w prost.
-Brak mi odwagi nie wiem czy ona mnie nie odrzuci
-Gdy się jej nie spytasz to nigdy się nie dowiesz.A mogę wiedzieć kim jest ta szczęściara?
-Idźię obok mnie.-Mario staną na przeciwko mnie i swoim wzrokiem zmierzył moje oczy.
-Weronika znam cię tydzień i już nie mogę o tobie zapomnieć.
-Może to zauroczenie, Mario.
-Na pewno nie ja cię kocham.
-Mario ja...ja się boję.
-Czego.
-Boję się kochać, boję się,że moje serce znów będzie zranione.
-Przysięgam ,że ja na pewno cię nie skrzywdzę.
-Daj mi trochę czasu ja..muszę to przemyśleć.-Powiedziałam,puściłam jego rękę i jak tchórz uciekłam.
Wyciągnęłam z torebki telefon podłączyłam słuchawki i wsłuchałam się w piosenkę.
piosenka
Błądzimy we mgle.
Nie możemy przejść.
Zawiłych labiryntów
w korytarzach serc.
Zaplatam długą nić
Byś mógł do mnie iść.
Poza sobą już nie mamy nic.
Wróciłam do domu .Zdjęłam buty i udałam się na kanapę ,gdzie siedziała Dominika.
-Opowiadaj z kim byłaś i co robiłaś?-Zapytała jak zawsze ciekawska Dominika.
-A co ciekawość cię zżera.
-No ej opowiadaj.
-Dobra, mieliśmy iść z Marco i Mario na imprezę jednak do Marco zadzwoniła jego mama i musiał koniecznie do niej jechać.Więc zostaliśmy sami z Mario, poszliśmy do parku i on...-Spojrzałam na Dominika ,która się uśmiechała.
-Ej, czemu się jakoś dziwnie uśmiechasz?
-Nic,czemu ja, on...
-Wyznał mi miłość.-Dokończyłam.
-Jest!-Dominika zaczęła się cieszyć jak głupia.
-Mam nadzieje ,że od powiedziałaś mu tak.-Właśnie, czy ja coś do niego czuje on jest inny niż wszyscy,sama nie wiem co mam zrobić z tym fantem.
-Nic mu nie od powiedziałam,uciekłam.
-Co?...Jak to?
-No tak to Dominika ja znam go tydzień!
-Weronika nie wiesz co tracisz!
W głębi serca czułam,że go kocham ale jakoś nie mogłam podjąć decyzji czy na pewno,może warto zaryzykować w końcu co mi szkodzi.Ale czy nie popełnię tego samego błędu co Neymarem i będę za niego musiała płacić dość dużą cenę.Nie chciałabym popełnić tego błędu z przeszłości.
-Dominika masz rację,jutro mu to powiem.
-No w końcu!-Dominika odetchnęła z ulgą.
Nastał kolejny dzień.Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki wykonałam codzienne poranne czynności po czym się ubrałam.Zeszłam na dół,gdzie czekało na mnie śniadanie.
-U pachnę Dominika postarałaś się.
-Jedz szybko bo zaraz wychodzimy.
-No ok.-Złapałam w locie kanapkę i już mieliśmy wychodzić z domu.
Po 30sto minutowej drodze , staliśmy przed Iduną.
-No to trzymam w kciuki zakocheńcze,ja już lecę pa.-Dominika mi pomachała i poszła na trening.Ja kierowałam się w stronę trybun,gdy nagle na swoich biodra poczułam dotyk dwóch znanych mi dłoni.
-Witaj piękna.
-Mario,przestraszyłes mnie debilu.-Powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
-No to co będzie z nami.-Mario zapytał nieśmiało.Wzięłam głęboki wdech i powiedziałam.
-Kocham cię Mario.
-Może to zauroczenie.-Mario powtórzył moje słowa z wczoraj.
-A może to zauroczenie z czasem zamieni się w wielka miłość.-Powiedział i zaczęliśmy się całować.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No to 4 komu i leci kolejny.Proszę o wasze opninnie :)))))))))
niedziela, 13 lipca 2014
Zapamiętam cię na zawsze
Wyszliśmy z Mario na zewnątrz, aby nikt i nic nam nie przeszkadzało.Wiedziałam, że to będzie trudna rozmowa ale nie było odwrotu.Szliśmy przed siebie,ja trochę z przodu on za mną.
-Weronika.-Mario złapał mnie za rękę.
-Przepraszam.-Powiedziałam patrząc mu w oczy.
-Nie masz za co ,to ja przepraszam nie powinienem od razu robić takiej paniki.
-Ja po prostu nie wiem co czuje, jestem rozdarta pomiędzy Neymarem a tobą.Czasami wydaję mi się , że zachowuje się jak mała dziewczynka.Taka mała , nie umiąca dokonać wyboru.
-Rozumiem.
Uśmiechnęłam się.Staliśmy tak i nagle z nieba zaczął lać deszcz.Ale my nie zwracaliśmy na to uwagi,patrzyliśmy na siebie, nic nie mówiąc, błądząc w swoich myślach.
Nie zauważyliśmy nawet ,że już skończył się trening.Do Mario podszedł Marco Reus.
-Ej idziesz stary.-Blondyn zwrócił się do Mario.Lecz jego uwagę przykuła moja osoba.
- A w ogóle to miło poznać Marco jestem.-Niemiec podał mi dłoń.
-Weronika.-Od powiedziałam z uśmiechem.
-Mario może byśmy gdzieś zabrali naszą nową koleżankę.
-Dobry pomysł.-Od powiedział Mario.
-Ale ja nie mogę.
-Czemu niby?
Obejrzałam się do tyłu i zobaczyłam jak w moja stronę kieruję się Neymar.
-Aha, Neymar.-Mario mrukną pod nosem.
Po patrzyłam na Mario.Wiedziałam ,że jest zły.
-Ej nie chcę ci przeszkadzać ale,my już jedziemy do domu, wracasz z nami czy zostajesz z ...nowymi kolegami.-Neymar spojrzał na Marco i Mario.
-Wracam ,czekaj chwilkę ok.
-Ok kochanie.-Neymar powiedział i odszedł.
-Kochanie?-Marco zrobił wielkie oczy.
-No Marco niestety ale ona jest zajęta.-Powiedział Mario.
-Wcale nie ja z nim nie jestem.
-Jasne...Weronika, wiem o wszystkim tym co on ci zrobił, czemu mu wybaczyłaś.
-Nie zrozumiesz.
-No tak najpierw płaczesz przez niego a teraz, nic się nie stało, powiedział ci parę słówek i co..i już cie odzyskał tak?-Mario patrzył na mnie mówiąc... mówiąc
prawdę.
-Przepraszam muszę iść.
-Czemu mi to robisz Weroniko.-Mario chciał za mną pobiec lecz Marco go zatrzymał.
Siedziałam w samochodzie gdzie znajdował się Neymar Messi Dominika i mały.
Neymar na mnie spojrzał i powiedział.
-Płakałaś?
-Nie ,czemu.
-Na pewno ,kochanie.
-Jakie kochanie!-Powiedziałam oburzona.
Neymar na mnie nagle ucichł i ruszył gwałtownie samochodem ja patrzyłam w szybę.Nikt nic nie mówił i tak dojechaliśmy do mojego domu.
Weszliśmy do środka .Ja usiadłam na łóżku, obok mnie usiadł Messi,pozostali udali się na górę.
-Wiem ,że coś ci jest Weronika,pogadajmy tak jak za dawnych lat. Mi możesz powiedzieć o co chodzi.
Nic nie mówiąc wtuliłam się w Leo.Na nim zawsze mogłam polegać od dziecka.Był dla mnie jak starszy brat.
-Wiem...,że ty go nie kochasz i szczeże to,ja też nie mógł bym być z takim człowiekiem.
-Ja Leo po prostu nic do niego nie czuje.-Piłkarz uśmiechną się.
-Tak wiem ty czujesz coś do tego, jak mu tam Mario.
Spojrzałam na niego .
-Milcz!-Dziugnęłam go w brzuch.
-Uu uuu Weronisia się zakochała, widzę rumieńce.-Leo zaczął się ze mnie nabijać.
-Jesteś głupi.
-Głupi i przystojny-Powiedział poprawiając grzywkę.
Zaczęłam się śmiać.
-A wam co tak wesoło.-Zapytała Dominika schodząc na dół.
-Nic.-Powiedziałam ocierając łzy.
-Co z Davidem,mały usną.-Leo zapytał.
-Tak.-Odpowiedział mu Neymar,który właśnie kierował się w naszą stronę.
-Możecie zostawić nas samych.-Neymar zwrócił się do Dominiki i Leo.
-Neymar daruj sobie,nic już nie zmienisz ona cię nie kocha.-Powiedział Leo zmęczony całą tą dziwną sytuacją.
-No Neymar przykro mi ale ja...ja nic do ciebie nie czuje,przepraszam.
-Wiedziałem.
-Nic nie wiedziałeś Neymar, ty ją zostawiłeś wiesz ile ona łez wylała przez ciebie.-Wtrąciła się Dominika.
-Wiedziałem,że ten Mario namiesza ci w głowię, jest szybszy niż myślałem.
-To nie jest jego wina!
-Dobra, koniec!.Macie zamiar się teraz kłócić!-Przerwał nam Leo.
-Masz rację Leo...-Nastała cisza.W mojej głowie wspomnienia, tamtych dniu.Czułam jak by to był tylko sen, sen z którego nie mogę się w żaden sposób obudzić.
-Ja po prostu nie mogę uwieżyć ,że to już koniec.-Powiedział Neymar.
-Koniec.-W ciszy mówiłam sobie to nic nie znaczące słowo.
-Koniec nas.-Powiedzielismy równą z Neymarem patrząc sobie w oczy.
Za 30 min.wyjeżdżamy, idę obudzić Davida-Brazylijczyk zwrócił się do Leo,patrząc w podłogę.
Przecież jutro macie mecz-Zapytała Dominika.
-Nie będzie mnie na nim, dłużej nie wytrzymam tego miejsca i tych wspomnień.
-Jak chcesz.-Powiedziałam.
-A Leo?-Zapytała powtórnie Dominika.
-Ja mam kontuzje,dzisiaj na treningu niefortunnie upadłem na ziemię i skręciłem kostkę.
Nawet nie miałam siły nic z siebie wydusić.Siedziałam na fotelu patrząc w szybę i myślałam nad moim życiem.
-Weronika jest OK?-Zapytał Leo.
-Chyba tak, chyba...nie wiem Leo ja...
-Ci ii-Piłkarz widząc moje łzy mocno mnie przytulił.
Wszyscy staliśmy przed domem.
-No to nadeszła pora rozstania.-Powiedział Messi.
Leo podszedł do mnie przytulił i na uch zaczął mi mówić tak.
-Pamiętaj,że na mnie zawsze ale to zawsze możesz liczyć ,o każdej porze dnia czy noc.Nie przejmuj się Neymarem , idź do przodu i pod żadnym względem się nie zatrzymuj.
-Leo, jesteś kochany co ja bez ciebie tu sama zrobię.
-Ej masz Dominikę.
-Wiem ale ona nigdy nie zastąpi mi ciebie.
Leo się uśmiechną wziął z rąk Neya dziecko i wsiadł do samochodu.Neymar patrzył się na mnie,ale nie miał odwagi do mnie podejść.W końcu ja wzięłam głęboki wdech i podeszłam do niego, następnie mocno go przytuliłam nic nie mówiąc.
-Możesz mnie nie kochać ale nie zapominaj o mnie bo ja nigdy o tobie mała nie zapomnę.-Z tymi słowami wsiadł do samochodu i z piskiem opon odjechał.
I tyle ich widziałam, to wszystko jest strasznie dziwne, dziwne ale prawdziwe.Poszłam do domu i poszłam do kuchni.Zrobiłam sobie, gorącą herbatkę owocową i udałam się do salonu w celu oglądania telewizji wraz z Dominiką.
-Weź przełącz te miłosne bzdety.-Powiedziałam do Dominiki, która właśnie oglądała te swoje romansidła.
-Cicho zaraz ją pocałuje!.-Dominika wascynowała się serialem.
-Ta gunwo prawda zaraz będą mieli wypadek i okażę się ,że on jest ojcem i ona straci już do niego zaufanie.
-Z kąt ja to znam Weronika.-Dominika spojrzała na mnie.
-Z mojego durnego, dziwnego życia?
-Mówiłam,że ją pocałuje!!!-Dominika aż z wrażenia podskoczyła do góry.
-No rzeczywiście wielkie mi halo phi ii-Nie rozumiałam jak ona mogła takie coś oglądać, wiecznie zdrady i fałszywe miłosne gierki.Nagle z mojego telefonu zaczął dobiegać sygnał .
Spojrzałam na wyświetlacz, nieznajomy numer, rozłączyłam się .Lecz telefon dzwonił dzwonił.
-Kurde odbierz ten zasrany telefon!!!-Dominika się darła.
W końcu odebrałam dzwoniący telefon.
-Halo.-Powiedziałam niepewnie.
-Hej to ja Mario Gotze.
-A , siemka co tam ?
-Dzwonie z propozycją, czy szanowna pani miała by chęć spędzić ten wieczór z dwoma przystojnymi , szarmanckimi i zabawnymi chłopakami.
Hymn.-Wybuchłam śmiechem.I tak nie mam nic lepszego do roboty niż nabijanie się z Dominiki , która właśnie teraz płakała bo bohaterka tego beznadziejnego serialu zdradzała swojego chłopaka.
-No, miała bym taki zaszczyt.
-Oczywiście widzimy się za 30 minut przed Iduną.
-Dobrze, do zobaczenia.
Zaraz z kąt miał on mój numer, do głowy przyszła mi tylko jedna myśl.
-Dominika, ty dałaś mój numer Mario tak ?
-Tak, cicho zaraz ją pocałuje.
-Bosh nie przeżywaj tak bo się zesrasz.
-Wyjdź z stąd!
-A żebyś wiedział ,że wyjdę i wrócę...kiedyś na pewno.-Powiedział i żółciłam ja poduszką.
-Gdzie idziesz i kto dzwonił w ogóle.
-Dzwonił Mario a gdzie idę to ci nie powiem.-Od powiedział i pokazałam jej język.
-A idź i cholerę.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Weronika.-Mario złapał mnie za rękę.
-Przepraszam.-Powiedziałam patrząc mu w oczy.
-Nie masz za co ,to ja przepraszam nie powinienem od razu robić takiej paniki.
-Ja po prostu nie wiem co czuje, jestem rozdarta pomiędzy Neymarem a tobą.Czasami wydaję mi się , że zachowuje się jak mała dziewczynka.Taka mała , nie umiąca dokonać wyboru.
-Rozumiem.
Uśmiechnęłam się.Staliśmy tak i nagle z nieba zaczął lać deszcz.Ale my nie zwracaliśmy na to uwagi,patrzyliśmy na siebie, nic nie mówiąc, błądząc w swoich myślach.
Nie zauważyliśmy nawet ,że już skończył się trening.Do Mario podszedł Marco Reus.
-Ej idziesz stary.-Blondyn zwrócił się do Mario.Lecz jego uwagę przykuła moja osoba.
- A w ogóle to miło poznać Marco jestem.-Niemiec podał mi dłoń.
-Weronika.-Od powiedziałam z uśmiechem.
-Mario może byśmy gdzieś zabrali naszą nową koleżankę.
-Dobry pomysł.-Od powiedział Mario.
-Ale ja nie mogę.
-Czemu niby?
Obejrzałam się do tyłu i zobaczyłam jak w moja stronę kieruję się Neymar.
-Aha, Neymar.-Mario mrukną pod nosem.
Po patrzyłam na Mario.Wiedziałam ,że jest zły.
-Ej nie chcę ci przeszkadzać ale,my już jedziemy do domu, wracasz z nami czy zostajesz z ...nowymi kolegami.-Neymar spojrzał na Marco i Mario.
-Wracam ,czekaj chwilkę ok.
-Ok kochanie.-Neymar powiedział i odszedł.
-Kochanie?-Marco zrobił wielkie oczy.
-No Marco niestety ale ona jest zajęta.-Powiedział Mario.
-Wcale nie ja z nim nie jestem.
-Jasne...Weronika, wiem o wszystkim tym co on ci zrobił, czemu mu wybaczyłaś.
-Nie zrozumiesz.
-No tak najpierw płaczesz przez niego a teraz, nic się nie stało, powiedział ci parę słówek i co..i już cie odzyskał tak?-Mario patrzył na mnie mówiąc... mówiąc
prawdę.
-Przepraszam muszę iść.
-Czemu mi to robisz Weroniko.-Mario chciał za mną pobiec lecz Marco go zatrzymał.
Siedziałam w samochodzie gdzie znajdował się Neymar Messi Dominika i mały.
Neymar na mnie spojrzał i powiedział.
-Płakałaś?
-Nie ,czemu.
-Na pewno ,kochanie.
-Jakie kochanie!-Powiedziałam oburzona.
Neymar na mnie nagle ucichł i ruszył gwałtownie samochodem ja patrzyłam w szybę.Nikt nic nie mówił i tak dojechaliśmy do mojego domu.
Weszliśmy do środka .Ja usiadłam na łóżku, obok mnie usiadł Messi,pozostali udali się na górę.
-Wiem ,że coś ci jest Weronika,pogadajmy tak jak za dawnych lat. Mi możesz powiedzieć o co chodzi.
Nic nie mówiąc wtuliłam się w Leo.Na nim zawsze mogłam polegać od dziecka.Był dla mnie jak starszy brat.
-Wiem...,że ty go nie kochasz i szczeże to,ja też nie mógł bym być z takim człowiekiem.
-Ja Leo po prostu nic do niego nie czuje.-Piłkarz uśmiechną się.
-Tak wiem ty czujesz coś do tego, jak mu tam Mario.
Spojrzałam na niego .
-Milcz!-Dziugnęłam go w brzuch.
-Uu uuu Weronisia się zakochała, widzę rumieńce.-Leo zaczął się ze mnie nabijać.
-Jesteś głupi.
-Głupi i przystojny-Powiedział poprawiając grzywkę.
Zaczęłam się śmiać.
-A wam co tak wesoło.-Zapytała Dominika schodząc na dół.
-Nic.-Powiedziałam ocierając łzy.
-Co z Davidem,mały usną.-Leo zapytał.
-Tak.-Odpowiedział mu Neymar,który właśnie kierował się w naszą stronę.
-Możecie zostawić nas samych.-Neymar zwrócił się do Dominiki i Leo.
-Neymar daruj sobie,nic już nie zmienisz ona cię nie kocha.-Powiedział Leo zmęczony całą tą dziwną sytuacją.
-No Neymar przykro mi ale ja...ja nic do ciebie nie czuje,przepraszam.
-Wiedziałem.
-Nic nie wiedziałeś Neymar, ty ją zostawiłeś wiesz ile ona łez wylała przez ciebie.-Wtrąciła się Dominika.
-Wiedziałem,że ten Mario namiesza ci w głowię, jest szybszy niż myślałem.
-To nie jest jego wina!
-Dobra, koniec!.Macie zamiar się teraz kłócić!-Przerwał nam Leo.
-Masz rację Leo...-Nastała cisza.W mojej głowie wspomnienia, tamtych dniu.Czułam jak by to był tylko sen, sen z którego nie mogę się w żaden sposób obudzić.
-Ja po prostu nie mogę uwieżyć ,że to już koniec.-Powiedział Neymar.
-Koniec.-W ciszy mówiłam sobie to nic nie znaczące słowo.
-Koniec nas.-Powiedzielismy równą z Neymarem patrząc sobie w oczy.
Za 30 min.wyjeżdżamy, idę obudzić Davida-Brazylijczyk zwrócił się do Leo,patrząc w podłogę.
Przecież jutro macie mecz-Zapytała Dominika.
-Nie będzie mnie na nim, dłużej nie wytrzymam tego miejsca i tych wspomnień.
-Jak chcesz.-Powiedziałam.
-A Leo?-Zapytała powtórnie Dominika.
-Ja mam kontuzje,dzisiaj na treningu niefortunnie upadłem na ziemię i skręciłem kostkę.
Nawet nie miałam siły nic z siebie wydusić.Siedziałam na fotelu patrząc w szybę i myślałam nad moim życiem.
-Weronika jest OK?-Zapytał Leo.
-Chyba tak, chyba...nie wiem Leo ja...
-Ci ii-Piłkarz widząc moje łzy mocno mnie przytulił.
Wszyscy staliśmy przed domem.
-No to nadeszła pora rozstania.-Powiedział Messi.
Leo podszedł do mnie przytulił i na uch zaczął mi mówić tak.
-Pamiętaj,że na mnie zawsze ale to zawsze możesz liczyć ,o każdej porze dnia czy noc.Nie przejmuj się Neymarem , idź do przodu i pod żadnym względem się nie zatrzymuj.
-Leo, jesteś kochany co ja bez ciebie tu sama zrobię.
-Ej masz Dominikę.
-Wiem ale ona nigdy nie zastąpi mi ciebie.
Leo się uśmiechną wziął z rąk Neya dziecko i wsiadł do samochodu.Neymar patrzył się na mnie,ale nie miał odwagi do mnie podejść.W końcu ja wzięłam głęboki wdech i podeszłam do niego, następnie mocno go przytuliłam nic nie mówiąc.
-Możesz mnie nie kochać ale nie zapominaj o mnie bo ja nigdy o tobie mała nie zapomnę.-Z tymi słowami wsiadł do samochodu i z piskiem opon odjechał.
I tyle ich widziałam, to wszystko jest strasznie dziwne, dziwne ale prawdziwe.Poszłam do domu i poszłam do kuchni.Zrobiłam sobie, gorącą herbatkę owocową i udałam się do salonu w celu oglądania telewizji wraz z Dominiką.
-Weź przełącz te miłosne bzdety.-Powiedziałam do Dominiki, która właśnie oglądała te swoje romansidła.
-Cicho zaraz ją pocałuje!.-Dominika wascynowała się serialem.
-Ta gunwo prawda zaraz będą mieli wypadek i okażę się ,że on jest ojcem i ona straci już do niego zaufanie.
-Z kąt ja to znam Weronika.-Dominika spojrzała na mnie.
-Z mojego durnego, dziwnego życia?
-Mówiłam,że ją pocałuje!!!-Dominika aż z wrażenia podskoczyła do góry.
-No rzeczywiście wielkie mi halo phi ii-Nie rozumiałam jak ona mogła takie coś oglądać, wiecznie zdrady i fałszywe miłosne gierki.Nagle z mojego telefonu zaczął dobiegać sygnał .
Spojrzałam na wyświetlacz, nieznajomy numer, rozłączyłam się .Lecz telefon dzwonił dzwonił.
-Kurde odbierz ten zasrany telefon!!!-Dominika się darła.
W końcu odebrałam dzwoniący telefon.
-Halo.-Powiedziałam niepewnie.
-Hej to ja Mario Gotze.
-A , siemka co tam ?
-Dzwonie z propozycją, czy szanowna pani miała by chęć spędzić ten wieczór z dwoma przystojnymi , szarmanckimi i zabawnymi chłopakami.
Hymn.-Wybuchłam śmiechem.I tak nie mam nic lepszego do roboty niż nabijanie się z Dominiki , która właśnie teraz płakała bo bohaterka tego beznadziejnego serialu zdradzała swojego chłopaka.
-No, miała bym taki zaszczyt.
-Oczywiście widzimy się za 30 minut przed Iduną.
-Dobrze, do zobaczenia.
Zaraz z kąt miał on mój numer, do głowy przyszła mi tylko jedna myśl.
-Dominika, ty dałaś mój numer Mario tak ?
-Tak, cicho zaraz ją pocałuje.
-Bosh nie przeżywaj tak bo się zesrasz.
-Wyjdź z stąd!
-A żebyś wiedział ,że wyjdę i wrócę...kiedyś na pewno.-Powiedział i żółciłam ja poduszką.
-Gdzie idziesz i kto dzwonił w ogóle.
-Dzwonił Mario a gdzie idę to ci nie powiem.-Od powiedział i pokazałam jej język.
-A idź i cholerę.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
nO TO JAK WAM SIĘ TEN ROZDZIAŁ PODOBAŁ BO TAK SOBIE ALE OBIECUJE ŻE SIĘ POSTARAM.PROSZĘ O WASZĄ MOTYWACJĘ CZYLI KOMENTARZE I OBSERWOWANIE MOJEGO BLOGA :)))))))))))))))
PRZYNAJMNIEJ 4 KOM LECI NEXT
wtorek, 8 lipca 2014
Szczęściara
Nagle przez okno mojego domu,zobaczyłam czarne auto.
-Zaraz,z skądś je znam.-Wydawało mi się,że to ten samochód,którym miałam wypadek a skoro to ten samochód to oznacza tylko jedno.
-Ney mar!!!.-Nie spokojnie to nie może być prawda.Przecież takich samochodów jest mnóstwo.Mam tylko jakieś durne wymysły.Zaraz ten samochód sobie pojedzie i wszystko będzie W KOŃCU dobrze.Czemu akurat to zawsze mi dane jest cierpieć przez miłość.Nigdy tego nie zrozumiem,zaraz a może właśnie ja nie mogę tego zrozumieć.Patrzyłam w okno,nagle z czarnego Lamborghini wysiadł on .Zsunęłam się przy ścianie w dół i schowałam głowę w kolana,z oczu zaczęły spadać pojedyncze łzy a w głowie powracać wspomnienia tamtych dni.Nie wiem czy z radości czy z bólu i cierpienia,który on mi zadał czułam nienawiść do samej siebie..
-Po prostu nie wierze!
Jednak nie był sam towarzyszył mu Messi.
Akurat na widok Messiego się ucieszyłam bo on był moim przyjacielem już od lat małego bobasa i to właśnie on był moim nauczycielem piłki nożnej.To on nauczył mnie tych wszystkich sztuczek podań zagrań i najważniejsze poznał z Neyem.
Widziałam jak Neymar kieruje się w stronę moich drzwi.I w końcu usłyszałam piekielny dzwonek.
Nie chciało mi się wstawać do drzwi,bo dobrze wiedziałam kto za nimi stoi.Lecz dzwonek nie przestawał wydobywać dźwięku.
Stałam przed drzwiami.
-No dalej mała dasz radę mu spojrzeć w oczy jesteś silna.-W mawiałam sobie w myśli lecz,to nie było takie proste ja po prostu się tego momentu bałam,może to głupie ale prawdziwe.
1...2...3...-Policzyłam iii...
-Hey .-Powiedział i jakby nigdy nic mnie przytulił.
-Ej, nie pozwalaj sobie!
-Kochanie.
-Jakie kochanie zjawiasz się nagle i KOCHANIE.
-No ale... ja ci wszystko wytłumacze.
-Nie rób ze mnie głupiej Ney wszystko wiem...-Spojrzałam w jego oczy pełne zdziwienia. Nastała cisza. w końcu zebrałam się na odwagę i wydobyłam z siebie cichy głos.
-Jak ma na imię twój synek.-Powiedziałam i spuściłam Głowę w dół.
-Skąd wiesz.
-Nie bo ja nie wiem co to telewizja!!!
-Kochanie to nie tak, ja nie miałem odwagi ci tego wyznać...,chciałem ale zawsze brak było mi słów.-Jego oczy mokre od łez i moje zapłakane spojrzały na siebie i zatrzymały się na jednym punkcie, w punkcie rozpaczy.
-Jesteś żałosny,wiesz co ja czułam,dzwoniłam lecz nie odbierałeś.Bałam się czy nic ci nie jest.Myślałam,że za mną tęsknisz,że kochasz choć trochę lecz..GŁUPIA myliłam się .
-Weronika...
-Nie chcę cię znać.-Mówiłam to cicho i przez gorzkie łzy.
-Posłuchaj mnie,wiem jesteś zła powinnienam ci to powiedzieć lecz uwież , sam dowiedziałem się tego w dniu kiedy był wypadek.Dostałem telefon z szpitala,że jestem ojcem choć nic o tym nie wiedziałem bo matka tego dziecka nic mi na ten temat nie powiedziała.Całą drogę do Brazyli myślałem o tobie chciałem zadzwonić lecz telefon mi ukradli.A twojego numeru nie znałem na pamięć.Każdego dnia o tobie myślałem.To dziecko było dla mnie szokiem.
-A co z matką tego dziecka?.-Zapytałam.
-Pożuciła go i nawet jej nie widziałem bo od razu jak przyjechałem do szpitala to na ręce dali mi to małe maleństwo i wiesz co sobie w tedy pomyślałem,że ty dasz mi takie samo szczęście.
-Kocham cię skarbie , chce z tobą mieć dzieci stworzyć rodzinę i kochać się tylko z tobą.Uwież nigdy o tobie nie zapomniałem !?.
-Neymar ja...ja potrzebuje czasu.
-Dobrze jak uważasz.-Miałam ochotę żółcić mu się na szyję ale,czułam jakby przed mną stała jakaś bariera,bariera uczuć, które przeszkadzały mi w miłości do niego.
-Chcesz poznać małego?.
-Mogę spróbować.
-To chodź,jest w samochodzie.-Neymar wskazał na samochód i spojrzał na mnie uśmiechając się złapał mnie za rękę i razem udaliśmy się w kierunku auta.
gdzie było słychać śmiech dziecka i dziwne głosy.
-Gdzie jest bobas!!!.
Neymar otworzył drzwi od samochodu, a tam Messi bawiący się z dzieckiem.
Spojrzeliśmy na siebie i wybuchliśmy śmiechem.
-No kogo my tu mamy Weronika!!.-Messi krzykną po czym wyszedł z samochodu i mocno mnie uściskał.
-Oj urosłeś Leosiu!
-Ej Weronisiu, wypiękniałaś.
-Nie to ta nowa bluzka dodaje mi uroku.
-Nowa?
-Nie wyprana w per wolu.-Rzekł Neymar.
-A wiec poznaj małego Davida.Neymar wskazał na dziecko
Spojrzałam na chłopczyka.
-Podobny do tatusia.
-No jasne.
-Ciekawe czy charakter też po mnie odziedziczył.
Uśmiechnęłam się do dziecka, na ten gest dziecko oddało mi uśmiech.
-Widzisz już cię lubi.-Powiedział Messi.
-Dobra będziemy tak stać, chodzicie się rozpakować przecież długą drogę jechaliście do Dortmundu.
-Dla ciebie wszystko!-Powiedział Neymar.
Neymar i Leo zajęli się się torbami i walizkami a ja wzięłam dziecko do domu.
-Ej pasuje ci to dziecko.-Palna jak zawsze Leo.
-Dobra dobra.
Weszliśmy do domu
-To opowiadajcie co tam u was.
-A nic nowego same nudy bez ciebie.
-No ale..muszę ci powiedzieć ,że mam w końcu dziewczynę.-Powiedział po jarany Leoś.
-W końcu!-Powiedziałam z uśmiechem.
Nagle do domu weszła Dominika, z słowami.
-Wiesz co Weronika jesteś nieodpowiedzialna i w ogóle szkoda mi słów do Mario i do ciebie.W ogóle to...-I nagle weszła do pomieszczenia w którym wszyscy się znajdowali.
-w OGÓLE...-Czekałam na dokończenia.
-Nie ważne, co ty tu, wy tu...
-A więc my przyjechaliśmy wszystko wyjaśnić.-Od powiedział Messi.
-Rozumiem...znaczy nie rozumiem!!!.
-No jak to nie rozumiesz przecież nie wydajesz się być ciemna.-Od powiedział Leo.
-Weronika do jasnej cholery możesz mi to wytłumaczyć,nie było mnie w domu 2 godziny!
-No spokojnie...-Zaczęłam wszystko opowiadać Dominice.
-Cieszę się,że w końcu wszystko jest dobrze.-Powiedział Dominika i mocno się do mnie przytuliła.
Tulimy!-Powiedział Neymar i wszyscy mocno się uściskaliśmy.
-Ej głodny jestem.-Wydał z siebie głos Leo.
-No to mam pomysł, ty.-Wskazałam na Neymara.
-Pójdziesz na górę uśpić małego, a ty-Wskazałam na Dominikę pójdziesz z Leo do kuchni zrobić jedzenie.
-A ty leniu!-Szybko wtrąciła się Dominika.
-Ja... ja...
-Ona pójdzie ze mną uśpić małego.-Powiedział Neymar.
-No oo niech ci będzie,a le twój plan się chyba nie powiedzie.-Wtrącił Leo.
-Czemu?-Powiedziałam zdziwiwiona.
-No bo my z Neyem mamy trening,niestety.
-Cholera zapomniałem przecież my dzisiaj trenujemy z Borussia Dortmund na Idunie a jutro mecz.-Neymar złapał się za głowę.
-Ile macie czasu?-Zapytałam.
-Jest 17:30 a trening jest za 30 min.-Leo wyliczył.
-Ok my z Dominika bierzemy dziecko na trybuny a wy jedzcie na trening.
-Ale ja jestem głodny!-Krzykną Leo.
-Nie marudź, będziesz gruby-Powiedziałam.
-No dobra to my lecimy.-Neymar dał mi całusa w puliczek.
Spojrzałam na Dominikę następnie na dziecko i szeroko się uśmiechnęłam.
-Szczęściara!-Dominika dziugneła mnie w brzuch.
Wzięłam dziecko na ręce i razem z Dominiką udaliśmy się do naszego auta.
Po 30 min. byliśmy na miejscu.
Usiadłyśmy na trybunach i patrzyliśmy na treningi obu drużyn.
-Ej a co z Mario!-Krzyknęła Dominika.
-Dominika!
-No co.
I nagle obok mnie usiadł on Mario Gotze mówiąc.
-Myślałem ,że jesteś inna Weronika.
-Ej ale...
-Przestań, nic nie mówiłaś ,że masz dziecko.
-To nie jest moje dziecko Mario, to dziecko Neymara.-Nagle dziecko zaczęło głośno płakać.
-I widzisz co zrobiłeś!.
-Przepraszam nie wiedziałem, nie chciałem.
-Milcz.-Spojrzałam na niego.
-Dobra ja mam taki fajny pomysł daj mi dziecko wy idźcie sobie pogadać ok?-Powiedział Dominika.
-Dobra chodŹ.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
MINIMUM 4 KOM. I LECI NEXT :))))))))))))))))))
nawet KRÓCIUTKI KOM MNIE MOTYWUJE OCZYWIŚCIE WOLĘ DŁUŻSZE WYPOWIEDZI
-Zaraz,z skądś je znam.-Wydawało mi się,że to ten samochód,którym miałam wypadek a skoro to ten samochód to oznacza tylko jedno.
-Ney mar!!!.-Nie spokojnie to nie może być prawda.Przecież takich samochodów jest mnóstwo.Mam tylko jakieś durne wymysły.Zaraz ten samochód sobie pojedzie i wszystko będzie W KOŃCU dobrze.Czemu akurat to zawsze mi dane jest cierpieć przez miłość.Nigdy tego nie zrozumiem,zaraz a może właśnie ja nie mogę tego zrozumieć.Patrzyłam w okno,nagle z czarnego Lamborghini wysiadł on .Zsunęłam się przy ścianie w dół i schowałam głowę w kolana,z oczu zaczęły spadać pojedyncze łzy a w głowie powracać wspomnienia tamtych dni.Nie wiem czy z radości czy z bólu i cierpienia,który on mi zadał czułam nienawiść do samej siebie..
-Po prostu nie wierze!
Jednak nie był sam towarzyszył mu Messi.
Akurat na widok Messiego się ucieszyłam bo on był moim przyjacielem już od lat małego bobasa i to właśnie on był moim nauczycielem piłki nożnej.To on nauczył mnie tych wszystkich sztuczek podań zagrań i najważniejsze poznał z Neyem.
Widziałam jak Neymar kieruje się w stronę moich drzwi.I w końcu usłyszałam piekielny dzwonek.
Nie chciało mi się wstawać do drzwi,bo dobrze wiedziałam kto za nimi stoi.Lecz dzwonek nie przestawał wydobywać dźwięku.Stałam przed drzwiami.
-No dalej mała dasz radę mu spojrzeć w oczy jesteś silna.-W mawiałam sobie w myśli lecz,to nie było takie proste ja po prostu się tego momentu bałam,może to głupie ale prawdziwe.
1...2...3...-Policzyłam iii...
-Hey .-Powiedział i jakby nigdy nic mnie przytulił.
-Ej, nie pozwalaj sobie!
-Kochanie.
-Jakie kochanie zjawiasz się nagle i KOCHANIE.
-No ale... ja ci wszystko wytłumacze.
-Nie rób ze mnie głupiej Ney wszystko wiem...-Spojrzałam w jego oczy pełne zdziwienia. Nastała cisza. w końcu zebrałam się na odwagę i wydobyłam z siebie cichy głos.
-Jak ma na imię twój synek.-Powiedziałam i spuściłam Głowę w dół.
-Skąd wiesz.
-Nie bo ja nie wiem co to telewizja!!!
-Kochanie to nie tak, ja nie miałem odwagi ci tego wyznać...,chciałem ale zawsze brak było mi słów.-Jego oczy mokre od łez i moje zapłakane spojrzały na siebie i zatrzymały się na jednym punkcie, w punkcie rozpaczy.
-Jesteś żałosny,wiesz co ja czułam,dzwoniłam lecz nie odbierałeś.Bałam się czy nic ci nie jest.Myślałam,że za mną tęsknisz,że kochasz choć trochę lecz..GŁUPIA myliłam się .
-Weronika...
-Nie chcę cię znać.-Mówiłam to cicho i przez gorzkie łzy.-Posłuchaj mnie,wiem jesteś zła powinnienam ci to powiedzieć lecz uwież , sam dowiedziałem się tego w dniu kiedy był wypadek.Dostałem telefon z szpitala,że jestem ojcem choć nic o tym nie wiedziałem bo matka tego dziecka nic mi na ten temat nie powiedziała.Całą drogę do Brazyli myślałem o tobie chciałem zadzwonić lecz telefon mi ukradli.A twojego numeru nie znałem na pamięć.Każdego dnia o tobie myślałem.To dziecko było dla mnie szokiem.
-A co z matką tego dziecka?.-Zapytałam.
-Pożuciła go i nawet jej nie widziałem bo od razu jak przyjechałem do szpitala to na ręce dali mi to małe maleństwo i wiesz co sobie w tedy pomyślałem,że ty dasz mi takie samo szczęście.
-Kocham cię skarbie , chce z tobą mieć dzieci stworzyć rodzinę i kochać się tylko z tobą.Uwież nigdy o tobie nie zapomniałem !?.
-Neymar ja...ja potrzebuje czasu.
-Dobrze jak uważasz.-Miałam ochotę żółcić mu się na szyję ale,czułam jakby przed mną stała jakaś bariera,bariera uczuć, które przeszkadzały mi w miłości do niego.
-Chcesz poznać małego?.
-Mogę spróbować.
-To chodź,jest w samochodzie.-Neymar wskazał na samochód i spojrzał na mnie uśmiechając się złapał mnie za rękę i razem udaliśmy się w kierunku auta.
gdzie było słychać śmiech dziecka i dziwne głosy.
-Gdzie jest bobas!!!.
Neymar otworzył drzwi od samochodu, a tam Messi bawiący się z dzieckiem.
Spojrzeliśmy na siebie i wybuchliśmy śmiechem.
-No kogo my tu mamy Weronika!!.-Messi krzykną po czym wyszedł z samochodu i mocno mnie uściskał.
-Oj urosłeś Leosiu!
-Ej Weronisiu, wypiękniałaś.
-Nie to ta nowa bluzka dodaje mi uroku.
-Nowa?-Nie wyprana w per wolu.-Rzekł Neymar.
-A wiec poznaj małego Davida.Neymar wskazał na dziecko
Spojrzałam na chłopczyka.
-Podobny do tatusia.
-No jasne.
-Ciekawe czy charakter też po mnie odziedziczył.
Uśmiechnęłam się do dziecka, na ten gest dziecko oddało mi uśmiech.
-Widzisz już cię lubi.-Powiedział Messi.
-Dobra będziemy tak stać, chodzicie się rozpakować przecież długą drogę jechaliście do Dortmundu.
-Dla ciebie wszystko!-Powiedział Neymar.
Neymar i Leo zajęli się się torbami i walizkami a ja wzięłam dziecko do domu.
-Ej pasuje ci to dziecko.-Palna jak zawsze Leo.
-Dobra dobra.
Weszliśmy do domu
-To opowiadajcie co tam u was.
-A nic nowego same nudy bez ciebie.
-No ale..muszę ci powiedzieć ,że mam w końcu dziewczynę.-Powiedział po jarany Leoś.
-W końcu!-Powiedziałam z uśmiechem.
Nagle do domu weszła Dominika, z słowami.
-Wiesz co Weronika jesteś nieodpowiedzialna i w ogóle szkoda mi słów do Mario i do ciebie.W ogóle to...-I nagle weszła do pomieszczenia w którym wszyscy się znajdowali.
-w OGÓLE...-Czekałam na dokończenia.
-Nie ważne, co ty tu, wy tu...
-A więc my przyjechaliśmy wszystko wyjaśnić.-Od powiedział Messi.
-Rozumiem...znaczy nie rozumiem!!!.
-No jak to nie rozumiesz przecież nie wydajesz się być ciemna.-Od powiedział Leo.
-Weronika do jasnej cholery możesz mi to wytłumaczyć,nie było mnie w domu 2 godziny!
-No spokojnie...-Zaczęłam wszystko opowiadać Dominice.
-Cieszę się,że w końcu wszystko jest dobrze.-Powiedział Dominika i mocno się do mnie przytuliła.
Tulimy!-Powiedział Neymar i wszyscy mocno się uściskaliśmy.
-Ej głodny jestem.-Wydał z siebie głos Leo.
-No to mam pomysł, ty.-Wskazałam na Neymara.
-Pójdziesz na górę uśpić małego, a ty-Wskazałam na Dominikę pójdziesz z Leo do kuchni zrobić jedzenie.
-A ty leniu!-Szybko wtrąciła się Dominika.
-Ja... ja...
-Ona pójdzie ze mną uśpić małego.-Powiedział Neymar.
-No oo niech ci będzie,a le twój plan się chyba nie powiedzie.-Wtrącił Leo.
-Czemu?-Powiedziałam zdziwiwiona.
-No bo my z Neyem mamy trening,niestety.
-Cholera zapomniałem przecież my dzisiaj trenujemy z Borussia Dortmund na Idunie a jutro mecz.-Neymar złapał się za głowę.
-Ile macie czasu?-Zapytałam.
-Jest 17:30 a trening jest za 30 min.-Leo wyliczył.
-Ok my z Dominika bierzemy dziecko na trybuny a wy jedzcie na trening.
-Ale ja jestem głodny!-Krzykną Leo.
-Nie marudź, będziesz gruby-Powiedziałam.
-No dobra to my lecimy.-Neymar dał mi całusa w puliczek.
Spojrzałam na Dominikę następnie na dziecko i szeroko się uśmiechnęłam.
-Szczęściara!-Dominika dziugneła mnie w brzuch.
Wzięłam dziecko na ręce i razem z Dominiką udaliśmy się do naszego auta.
Po 30 min. byliśmy na miejscu.
Usiadłyśmy na trybunach i patrzyliśmy na treningi obu drużyn.
-Ej a co z Mario!-Krzyknęła Dominika.
-Dominika!
-No co.
I nagle obok mnie usiadł on Mario Gotze mówiąc.
-Myślałem ,że jesteś inna Weronika.
-Ej ale...
-Przestań, nic nie mówiłaś ,że masz dziecko.
-To nie jest moje dziecko Mario, to dziecko Neymara.-Nagle dziecko zaczęło głośno płakać.
-I widzisz co zrobiłeś!.
-Przepraszam nie wiedziałem, nie chciałem.
-Milcz.-Spojrzałam na niego.
-Dobra ja mam taki fajny pomysł daj mi dziecko wy idźcie sobie pogadać ok?-Powiedział Dominika.
-Dobra chodŹ.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
MINIMUM 4 KOM. I LECI NEXT :))))))))))))))))))
nawet KRÓCIUTKI KOM MNIE MOTYWUJE OCZYWIŚCIE WOLĘ DŁUŻSZE WYPOWIEDZI
czwartek, 3 lipca 2014
Miłość i marzenia
Byłam w domu o 19:00.Dominika została jeszcze dłużej bo musiała pozałatwiać w klubie jakieś tam sprawy biznesowe. Wzięłam prysznic i siedząc na kanapie oglądałam telewizor.W telewizji jak to zawsze bywa nic ciekawego,jakieś powtórki z meczy i miłosne pierdoły,które mnie żenowały. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi,poszłam otworzyć pewna ,że przed drzwiami stoi Dominika,która jak zawsze zapomniała kluczy od domu.
-Sieroto zno...-Nie dokończyłam,gdyż ku memu zdziwieniu przed drzwiami stał Mario.
- Hej.-Powiedział i na mój widok szeroko się uśmiechną.
-Sorry ,to nie do ciebie z tą sierotą....-Znów nie wiem czemu zabrakło mi języka w gębie.Zawsze jestem rozgadana a teraz nic.
-Co ty tutaj robisz?.
-Dominice rozładował się telefon i prosiła abym przyjechał do ciebie i przekazał że ma mecz,o którym całkowicie zapomniała ,że dzisiaj jest on rozgrywany i wróci do domu jutro.
-Cała Dominika,nawet fajnie,że jej nie będzie,w końcu będę miała cały dom dla siebie.-Moja radość nie trwała jednak długo.
-A i jeszcze jedno kazała mi z tobą zostać na noc bo...masz głupie pomysł i w trosce o ciebie mam tu zostać.-Mario to powiedział i patrzył się na mnie z nadzieją, że w tą bajeczkę uwieżę
- To ostatnie to Żart.-Powiedziałam opierając się o drzwi.
-No..no dobra nie kazała zostać ,ale pewnie byś się zgodziła.-Powiedział mając jeszcze jakieś minimalne nadzieję.
-Znam cię 3 godziny.
-No to poznajmy się lepiej.
-Nie wiedziałam,że jesteś taki szybki.
-No to mój urok osobisty.-Powiedział poprawiając grzywkę.
Zaczęłam się śmiać.
-Dobra wejdź ale bez żadnych numerów.
-No,przecież nie jestem taki jak inni faceci.-Powiedział już z postawą prawdziwego mężczyzny.
-Masz w głowie więcej niż olej.
-Zaskoczę cię mam mózg.
Mario usiadł na kanapie,lecz długo na niej nie posiedział gdyż jego uwagę przykuły moje dawne trofea.
-Twoje.-Spojrzał na mnie.
-Tak.-Powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
-Czemu nie grasz.
-To długa historia.
-Czasu mamy dużo.
Usiadłam obok niego patrzyłam w jego oczy.
-Wiesz,że nikt o tym nie wiem oprócz Dominiki.
Więc... jak nie chcesz to nie naciskam.-Powiedział i złapał mnie za rękę.
Nastała cisza.Powiedzieć czy nie.Dobrze go nie znam i już mam mu zaufać,może za szybko.Neymarowi też tak szybko zaufałam i skończyło się to tragicznie.Nie wiem czemu ale on wydaję mi się na prawdę inny niż wszyscy.Przy nim zapominałam nawet o przeszłości .
-A więc kiedyś...grałam w Borussii Dortmund z numerem 10...
-Zaraz ja pamiętam tą dziewczynę...-Mario nagle wstał.
-To ty Weronika!.Dziewczyna o niezwykłych umiejętnościach,pamiętam cię byłaś moją idolką,nigdy nie mogłem uwierzyć że dziewczyny umieją grać w nogę lecz ty to zmieniłaś,byłaś niesamowita, twoje przyjęcia, zagrania i co najważniejsze te strzały.
-Cieszę się lecz teraz to i tak mało istotne już nigdy nie będę mogła grać.
-Czemu?
-Raczej przez co Mario.
-Nie rozumiem.
-Straciłam swoje marzenia przez jedną małą nieuwagę...przez zauroczenie.-Mówiłam to wszystko z wielkim bólem,wpatrywając się w moje dawne puchary i osiągniencia.
-Miałam wypadek samochodowy z...z...z... Neymarem.-Spojrzałam na niego w oczach miałam łzy.
-Neymarem, tym Neymarem z Barcy...-Mario patrzył na mnie i długo nie mógł w to uwieżyć, w końcu podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.
-Ci ii.
-Lekarze powiedzieli,że tylko cud może coś zmienić.W jedną chwilę, straciłam marzenia i miłość.
-To on już do ciebie nie wrócił,dupek.
-Teraz ma wspaniałą rodzinę synka i żonę,ja byłam tylko dziewczyna do towarzystwa.
-Ej nie mów tak.
-Dobra koniec tych czułość,mam dosyć takiego życia ,chce coś zmienić.
-Teraz ty mi coś opowiedz o sobie.
-Moje życie jest zwykłe,gram w Borussii Dortmund od dziecka i nie zamierzam tego klubu zmieniać,miałem jedna dziewczynę lecz okazała się ona zwykłą ***** ,która po prostu chciała tylko kasę.
Rozmawialiśmy tak do 3:00 nad ranem.
Obudziłam się leżąc obok Mario z kieliszkiem wina w ręce.Patrzyłam na niego jak spał.Chciałam się przekręcić na drugi bok lecz spadłam przy tym z łóżka.
-Ałłlaaa!-Krzyknęłam, natychmiast obudziłam swoim krzykiem Mario,który jak zobaczył mnie na podłodze to zaczął się śmieć.
-I co się śmiejesz zaraz sam będziesz tu leżał,pociągnęłam go za rękę i nagle on znalazł się na mnie.Leżeliśmy tak na podłodze w niezręcznej sytuacji.
- Zejdziesz- Powiedziałam.
-Mi się tak podoba.
Byłam bliżej jego ust,czułam jego oddech.
-Nie przeszkadzam wam.- Przed nam ni z stąd ni z ową stała Dominika
Natychmiast zaczęliśmy się ogarniać.
-No tylko was samych zostawić myślałam Mario,że jesteś po ważniejszy ale się myliłam.
-To nie tak Dominika ty nic nie rozumiesz do niczego nie doszło.
-No jeszcze ci uwiężę.
-Nie zachowuj się jak moja matka bo ty ją nie jesteś.
-Milcz!
-Zamknij się jestem dorosła i wiem co robię,to moje życie
-Twoje życie,które i tak już jest dość zryte.
-Wyżywasz się na mnie bo nigdy nie doświadczyłaś miłości,ty jesteś po prostu zazdrosna.
Dominika spojrzała na mnie i wyszła raptownie z domu.
-Przepraszam cię, za nią i za mnie nie wiem co mi odbiło na prawdę zachowuje się jak 12latka.
-Nie nic się nie stało, wiesz ja coś do ciebie czuję.
-Mario ja wolę poczekać.
-Jasne nie naciskam.
-Będę już się zbierać.
-Ok dzięki za rozmowę.
-Możesz na mnie liczyć zawsze mała.
-Pa
Dominika zachowałą się jak histerczyka serio nie wiem co jej odbiło.Ale nie miałąm do niej żalu.Po prostu ona jest dla mnie bardzo bliską osobą i nie umiem się na nią gniewać.
-Nagle...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nagle.... ii zostawiam was w niepewnośći zapraszam do komentowania 3 komy i pisze dalej ;)))))))))))))))))))))))) A W piątek MECZ NIEMCY-FRANCJA !!!!! CZEKAM I KIBICUJEMY MIŚKI
||
||
\/
KOMENTARZ PROSZĘ
sobota, 28 czerwca 2014
Usłyszałam twój szept skarbie
Czuje szept w moim sercu,cichy niepozorny głos,który mówi, przestań marzyć spełniaj marzenia w rzeczywistości.
Znowu muszę wstać z tego łóżka,a serio nie mam na to najmniejszej ochoty.
-Wstawaj leniu!.-Darła się Dominika.
-Daj mi spokój.-Przekręciłam się na drugi bok ignorując Dominikę.
-Weronika!-Tym razem do mojego pokoju wlazła szanowna pani Dominika.
-Nie wstanę,wyjdź z tond!-Powiedziałam i rzuciłam w nią poduszką.
-Weronika nie drażnij się ze mną,śpieszę się na trening a ciebie samej w domu nie mogę zostawić bo jeszcze coś sobie zrobisz.
-No Dominika,nie przesadzasz mam 20 lat!
-Wiem ale,przechodzisz teraz w swoim życiu trudny okres mogłabyś sobie coś zrobić a do tego jesteś bardzo zdolna..
-Daj mi spokój .-Schowałam głowę pod poduszkę i nadal przypominałam sobie chwile z tamtego okropnego dnia,nadal pamiętam jego wyraz twarzy gdy jechaliśmy tym samochodem,gdyby nie moja głupota to teraz on był by przy mnie i ze mną spędzał wszystkie dni w moim życiu.
-Weronika,co ty masz na tej ręce?-Natychmiast schowałam ją pod kołdrę,nie chce aby ona zobaczyła,że się pocięłam.
-Pokaż mi to Weronika!
-Nie!
Dominika zaczęła się ze mną szarpać ,aż w końcu zobaczyła moje rany.
-Obiecałaś, znowu to zrobiłaś.-Powiedziała zawiedziona moim zachowaniem.
-Przestań, się nad mną użalać.
-Weronika masz 20 lat a zachowujesz się jakbyś miała co najmniej 12,opamiętaj się dziewczyno on wyjechał już nie wróci,musisz żyć dalej jak nie on to inny.
-Ty nic nie rozumiesz Dominika.
-Tak jasne daruj sobie,bo ja mało w życiu przeżyłam.
-Nigdy mnie nie zrozumiesz,bo ty nigdy nie miałaś w swoim życiu osoby,która byłą z tobą zawsze nie zważając na wszystko.
-Jak możesz,tak mówić martwe się o ciebie ,zrozum.
-Teraz to już po fakcie on wyjechał do Barcelony
-Na pewno ,spotkasz jeszcze kogoś takiego drugiego jak on zobaczysz mała.
-Wstawaj teraz już!
-A zabierzesz mnie na swój trening.
-Weronika...wiesz,że.
-Dominika proszę cię.-Spojrzałam na nią błagalnym wzrokiem.
-Wiesz co.-Dominika pierwszy raz spojrzała na mnie inaczej.
-Jesteś najdzielniejszą dziewczyną jaką znam.
-Czemu to niby.-Powiedział z dużym zaskoczeniem.
-Bo mimo to,że w twoim życiu spotkało się wielkie nie szczęście to ty i tak się nie poddajesz.
Moja historia w Dortmundzie zaczęła się dwa miesiące temu.Byłam zawodniczką Borussii Dortmund.Pewnego pięknego dnia na nasze zgrupowanie przyjechali zawodnicy Barcelony to właśnie w tedy poznałam Neymara.Zczeliśmy z sobą rozmawiać okazało się ,że interesowaliśmy się tymi samymi rzeczami, byliśmy nierozłączni,chodziliśmy razem na mecze,oglądaliśmy horrory a co było w tym najdziwniejsze nigdy się niczego nie baliśmy bo nasza miłość była silniejsza nawet od strachu.Pewnego zimnego wieczoru Ney zabrał mnie na przejażdżkę swoim szybkim sportowym samochodem,gdy spytałam go gdzie jedziemy on milczał tylko się uśmiechał.Mijaliśmy piękne zielone lasy,wysokie sięgające chmur góry i małe ,długie potoki.Jechaliśmy jakieś 150 na godzinę.On patrzył mi w oczy byliśmy coraz bliżej swoich ust,jedna nie zdarna chwila i ...obudziłam się w szpitalu.Przyszedł lekarz i powiedział mi,że już nigdy nie będę mogła grać w piłkę chyba ,że wydarzy się cud.Cud nie wydarzył się aż do dziś.To był wypadek,moje wszystkie najwspanialsze marzenia legły w gruzach.Po tym wszystkim próbowałam oddzwonić się do Neymara lecz on nie odbierał.Zastanawiałam się czy nic mu nie jest, czy jest zdrowy czy nic mu się nie stało.Pewnego dnia włączyłam telewizor aby obejrzeć jakiś kabaret,na poprawę humoru,przełą- czałam różne bzdetne kanały nagle zaciekawił mnie jeden NEYMAR ZOSTAŁ TATĄ.Czułam wielką ogromną rozpacz,chciałam odebrać sobie życie gdyby nie Dominika już dawno nie było by mnie na tym świecie.
-Wiesz co Dominika,od dzisiaj zaczynam nowy rozdział w moim życiu.
Dominika uśmiechnęła się .Nastała cisza, ja błąkałam w swoich myślach a Dominika zastanawiała się czy zabrać mnie na trening.
-Dobra chodź zabiorę cię na ten trening.
-Serio?
-Tak,chodź.
-Jesteś kochana Domiś.
Przytuliłam przyjaciółkę i razem zeszliśmy na dół.
Każdego dnia chciałam chodzić z Dominika na jej treningi, gdyż piłka nożna to było moje drugie życie.Kiedyś sama uprawiałam ten sport...aż to pewnego dnia.Miałam wypadek.Ona nie chciała zabierać mnie na boisko bo bardzo dobrze wiedziała,że gdy patrze na tą piękną ,zieloną murawę to chce na nią wbiec i znów tak jak kiedyś zadziwiać wszystkich moją grą.Lecz uczynić tego nie mogę,lekarze mówią ,że tylko cud morze coś zmienić.To straszne uczucie,gdy pragniesz z wszystkich sił zagrać a życie ci to uniemorzliwia.
Po 30 minutach byliśmy na miejscu.Staliśmy przed najpiękniejszym stadionem na świecie.Signal Iduna Park to miejsce , w którym każdy kibic czarno-żółtych spędza najwspanialsze momenty w swoim życiu ,których nie da się zapomnieć.To miejsce jest i zawsze będzie magiczne.Wzięłam jeden głęboki wdech i przekroczyłam próg stadionu.
-Wszystko OK.-Spojrzała na mnie niepewnie Dominika.
-Tak.-Odpowiedziałam.
-No to ty idź na trybuny a ja idę się przebrać.
Dominika ruszyła w stronę szatni a ja kierowałam się w stronę trybun.Usiadłam na trybunach.Po chwili po mojej prawej stronie usiadł dobrze znany mi z telewizji Mario Gotze.Po pierwsze zastanowiło mnie to czemu on nie gra na murawie,po drugie czemu koło mnie usiadł przecież w okół wszystkie miejsca były wolne.Kątem oka widziałam jak poprawia grzywkę i się na mnie patrzy.
-Podejrzane.-Pomyślałam w myślach.Udawałam,że pisze coś w telefonie ale to nie była prawda cały czas czułam jego wzrok na moim ciele.
W końcu zebrałam się na odwagę i odkręciłam głowę w jego stronę.Patrzyłam na niego on na mnie i cisza.Nastała niezręczna sytłacja .
-Hej.-Powiedziałam i nagle nie wiem czemu zaczęlismy się śmiać.
-Sorry.-Powiedział
-Spoko
-To ty na mnie tak działasz,że mi aż głos odebrało.-Powiedział i się uśmiechną.
-Sory nie chciałam.
-Mario jestem.
-A ja Weronika.
-Imię tez masz ładne.
-Dziękuje.
-Czemu nie grasz.-Zapytałam patrzac na mórawę.
-Kontuzja,a ty co tutaj robisz?.- Zapytał.
-Oglądam trening koleżanki.
-Z którym numerem gra.
-10.-Powiedziałam i się uśmiechnęłąm,kiedyś to ja grałam z tym numerem.
Siedzieliswmy i gadaliśmy na różne tematy.Nagle trening się skończył.Szczeże to nawet go nie ogladałam bo była zajęta rozmową.
-Spotkamy się jesze piękna?
-No morzliwe.-Powiedziałam i puściłam mu oczka.
-Mario!-Krzykną Marco Reus
-Znowu jakąś laske wyrywasz bez mnie?!.- Dodał i się uśmiechną.
-Cicho bo ją spłoszysz.-Odpowiedział mu Mario.
-Dobra ja juz muszę leciec miło było poznać,pa.
-Pa.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i czekam na wsze komentarze !!! proszę komentujcie plose plose :) <3 mama nadzieje że się spodoba
Znowu muszę wstać z tego łóżka,a serio nie mam na to najmniejszej ochoty.
-Wstawaj leniu!.-Darła się Dominika.
-Daj mi spokój.-Przekręciłam się na drugi bok ignorując Dominikę.
-Weronika!-Tym razem do mojego pokoju wlazła szanowna pani Dominika.
-Nie wstanę,wyjdź z tond!-Powiedziałam i rzuciłam w nią poduszką.
-Weronika nie drażnij się ze mną,śpieszę się na trening a ciebie samej w domu nie mogę zostawić bo jeszcze coś sobie zrobisz.
-No Dominika,nie przesadzasz mam 20 lat!
-Wiem ale,przechodzisz teraz w swoim życiu trudny okres mogłabyś sobie coś zrobić a do tego jesteś bardzo zdolna..
-Daj mi spokój .-Schowałam głowę pod poduszkę i nadal przypominałam sobie chwile z tamtego okropnego dnia,nadal pamiętam jego wyraz twarzy gdy jechaliśmy tym samochodem,gdyby nie moja głupota to teraz on był by przy mnie i ze mną spędzał wszystkie dni w moim życiu.
-Weronika,co ty masz na tej ręce?-Natychmiast schowałam ją pod kołdrę,nie chce aby ona zobaczyła,że się pocięłam.
-Pokaż mi to Weronika!
-Nie!
Dominika zaczęła się ze mną szarpać ,aż w końcu zobaczyła moje rany.
-Obiecałaś, znowu to zrobiłaś.-Powiedziała zawiedziona moim zachowaniem.
-Przestań, się nad mną użalać.
-Weronika masz 20 lat a zachowujesz się jakbyś miała co najmniej 12,opamiętaj się dziewczyno on wyjechał już nie wróci,musisz żyć dalej jak nie on to inny.
-Ty nic nie rozumiesz Dominika.
-Tak jasne daruj sobie,bo ja mało w życiu przeżyłam.
-Nigdy mnie nie zrozumiesz,bo ty nigdy nie miałaś w swoim życiu osoby,która byłą z tobą zawsze nie zważając na wszystko.
-Jak możesz,tak mówić martwe się o ciebie ,zrozum.
-Teraz to już po fakcie on wyjechał do Barcelony
-Na pewno ,spotkasz jeszcze kogoś takiego drugiego jak on zobaczysz mała.
-Wstawaj teraz już!
-A zabierzesz mnie na swój trening.
-Weronika...wiesz,że.
-Dominika proszę cię.-Spojrzałam na nią błagalnym wzrokiem.
-Wiesz co.-Dominika pierwszy raz spojrzała na mnie inaczej.
-Jesteś najdzielniejszą dziewczyną jaką znam.
-Czemu to niby.-Powiedział z dużym zaskoczeniem.
-Bo mimo to,że w twoim życiu spotkało się wielkie nie szczęście to ty i tak się nie poddajesz.
Moja historia w Dortmundzie zaczęła się dwa miesiące temu.Byłam zawodniczką Borussii Dortmund.Pewnego pięknego dnia na nasze zgrupowanie przyjechali zawodnicy Barcelony to właśnie w tedy poznałam Neymara.Zczeliśmy z sobą rozmawiać okazało się ,że interesowaliśmy się tymi samymi rzeczami, byliśmy nierozłączni,chodziliśmy razem na mecze,oglądaliśmy horrory a co było w tym najdziwniejsze nigdy się niczego nie baliśmy bo nasza miłość była silniejsza nawet od strachu.Pewnego zimnego wieczoru Ney zabrał mnie na przejażdżkę swoim szybkim sportowym samochodem,gdy spytałam go gdzie jedziemy on milczał tylko się uśmiechał.Mijaliśmy piękne zielone lasy,wysokie sięgające chmur góry i małe ,długie potoki.Jechaliśmy jakieś 150 na godzinę.On patrzył mi w oczy byliśmy coraz bliżej swoich ust,jedna nie zdarna chwila i ...obudziłam się w szpitalu.Przyszedł lekarz i powiedział mi,że już nigdy nie będę mogła grać w piłkę chyba ,że wydarzy się cud.Cud nie wydarzył się aż do dziś.To był wypadek,moje wszystkie najwspanialsze marzenia legły w gruzach.Po tym wszystkim próbowałam oddzwonić się do Neymara lecz on nie odbierał.Zastanawiałam się czy nic mu nie jest, czy jest zdrowy czy nic mu się nie stało.Pewnego dnia włączyłam telewizor aby obejrzeć jakiś kabaret,na poprawę humoru,przełą- czałam różne bzdetne kanały nagle zaciekawił mnie jeden NEYMAR ZOSTAŁ TATĄ.Czułam wielką ogromną rozpacz,chciałam odebrać sobie życie gdyby nie Dominika już dawno nie było by mnie na tym świecie.
-Wiesz co Dominika,od dzisiaj zaczynam nowy rozdział w moim życiu.
Dominika uśmiechnęła się .Nastała cisza, ja błąkałam w swoich myślach a Dominika zastanawiała się czy zabrać mnie na trening.
-Dobra chodź zabiorę cię na ten trening.
-Serio?
-Tak,chodź.
-Jesteś kochana Domiś.
Przytuliłam przyjaciółkę i razem zeszliśmy na dół.
Każdego dnia chciałam chodzić z Dominika na jej treningi, gdyż piłka nożna to było moje drugie życie.Kiedyś sama uprawiałam ten sport...aż to pewnego dnia.Miałam wypadek.Ona nie chciała zabierać mnie na boisko bo bardzo dobrze wiedziała,że gdy patrze na tą piękną ,zieloną murawę to chce na nią wbiec i znów tak jak kiedyś zadziwiać wszystkich moją grą.Lecz uczynić tego nie mogę,lekarze mówią ,że tylko cud morze coś zmienić.To straszne uczucie,gdy pragniesz z wszystkich sił zagrać a życie ci to uniemorzliwia.
Po 30 minutach byliśmy na miejscu.Staliśmy przed najpiękniejszym stadionem na świecie.Signal Iduna Park to miejsce , w którym każdy kibic czarno-żółtych spędza najwspanialsze momenty w swoim życiu ,których nie da się zapomnieć.To miejsce jest i zawsze będzie magiczne.Wzięłam jeden głęboki wdech i przekroczyłam próg stadionu.
-Wszystko OK.-Spojrzała na mnie niepewnie Dominika.
-Tak.-Odpowiedziałam.
-No to ty idź na trybuny a ja idę się przebrać.
Dominika ruszyła w stronę szatni a ja kierowałam się w stronę trybun.Usiadłam na trybunach.Po chwili po mojej prawej stronie usiadł dobrze znany mi z telewizji Mario Gotze.Po pierwsze zastanowiło mnie to czemu on nie gra na murawie,po drugie czemu koło mnie usiadł przecież w okół wszystkie miejsca były wolne.Kątem oka widziałam jak poprawia grzywkę i się na mnie patrzy.
-Podejrzane.-Pomyślałam w myślach.Udawałam,że pisze coś w telefonie ale to nie była prawda cały czas czułam jego wzrok na moim ciele.
W końcu zebrałam się na odwagę i odkręciłam głowę w jego stronę.Patrzyłam na niego on na mnie i cisza.Nastała niezręczna sytłacja .
-Hej.-Powiedziałam i nagle nie wiem czemu zaczęlismy się śmiać.
-Sorry.-Powiedział
-Spoko
-To ty na mnie tak działasz,że mi aż głos odebrało.-Powiedział i się uśmiechną.
-Sory nie chciałam.
-Mario jestem.
-A ja Weronika.
-Imię tez masz ładne.
-Dziękuje.
-Czemu nie grasz.-Zapytałam patrzac na mórawę.
-Kontuzja,a ty co tutaj robisz?.- Zapytał.
-Oglądam trening koleżanki.
-Z którym numerem gra.
-10.-Powiedziałam i się uśmiechnęłąm,kiedyś to ja grałam z tym numerem.
Siedzieliswmy i gadaliśmy na różne tematy.Nagle trening się skończył.Szczeże to nawet go nie ogladałam bo była zajęta rozmową.
-Spotkamy się jesze piękna?
-No morzliwe.-Powiedziałam i puściłam mu oczka.
-Mario!-Krzykną Marco Reus
-Znowu jakąś laske wyrywasz bez mnie?!.- Dodał i się uśmiechną.
-Cicho bo ją spłoszysz.-Odpowiedział mu Mario.
-Dobra ja juz muszę leciec miło było poznać,pa.
-Pa.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i czekam na wsze komentarze !!! proszę komentujcie plose plose :) <3 mama nadzieje że się spodoba
piątek, 27 czerwca 2014
Wstęp Miśki :P
Serdecznie zapraszam na mojego bloga w którym oczywiście jak we wszystkich moich blogach będzie się działo.To jest już mój drugi blog będzie on jak zawsze oczywiście o piłkarzach i życiu dziewczyny.Lecz to nie będzie takie zwykłe życie,to będzie życie,w którym będzie się działo bardzo bardzo dużo.Zresztą...sami się w krótce dowiecie co tam wasza Weronisia knuje he hi ha ha ,sama już się boje tego bloga.Zapewniam że nie będzie wam się nudzić,no ale wy też nie możecie nudzić mnie więc proszę o polecanie a szczególnie czytanie tego bloga i dawanie mi motywacji która jest dla mnie bardzo bardzo bardzo ważna .
Bohaterowie
Weronika
Dominika
Ma 25 lat i jest nad opiekuńcza w stosunku do Weroniki.Żyje tylko i wyłącznie dla piłki nożnej.Jest najlepszą przyjaciółką Weroniki mieszkają razem w mieszkaniu.Jej przyjaciółmi są Mario i Marco .
Popularny piłkarz grający w Borussi Dortmund.Lubi imprezować ale w przeciwieństwie do swojego kolegi Marco nie zmienia dziewczyn co dwa tygodnie.Romantyk, który kocha jedzenie.
Marco Reus
Neymar Jr
Piłkarz grający w Fc Barcelonie.Bohater ,który zamiesza w życiu Weroniki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
